„Dziennik przetrwania” – recenzja

Recenzja książki „Dziennik przetrwania”.
Długa droga od idealnej kobiety do niedoskonałej matki, czyli jak w trudnych warunkach przetrwać z dwójką dzieci, zachowując pozytywne nastawienie do życia.

„Być kobietą, być kobietą” – śpiewała Alicja Majewska swoim bosko przejrzystym głosem, wyliczając w dalszej części piosenki korzyści z przynależności do płci pięknej – „ mieć z pół kilo biżuterii, kapelusze takie duże i od stałych wielbicieli wciąż dostawać listy, róże”. Przepiękna wizja, nieprawdaż? Dodam, że zmienia się ona diametralnie, kiedy kobieta zostaje matką. Wtedy pół kilo biżuterii magicznie przeistacza się w pół kilo nadwagi, kapelusze w śliniaczki i buteleczki, a listy od stałych wielbicieli w listę zakupów do domu. I jak tu żyć?

Kiedy kobieta zachodzi w ciążę, wydaje jej się, że złapała szczęście za nogi. Jednak gdy poranne mdłości nie mijają, a sama ciężarna zaczyna przypominać hipopotama okazuje się, że nie wszystko jest tak piękne, jak być powinno. Ale to dopiero początek przygody z rodzicielstwem! Ciężarna idzie do przychodni i w poczekalni spotyka inne matki, które jak z rękawa sypią opowieściami o bólach w krzyżu, o piętnastocentymetrowym rozwarciu i parciu w nieskończoność. Jednak prawdziwy armagedon zaczyna się po porodzie, bo okazuje się, że mimo przestudiowanych ksiąg i forów, z obsługą niemowlaka młoda mama jest mocno na bakier. Mimo najszczerszych chęci nie wszystko udaje się jej zrobić tak, jakby chciała – dziecko ciągle płacze, dom wygląda jak po przejściu huraganu, a mąż kolejny dzień z rzędu zamiast obiadu je odgrzewaną pizzę. I wtedy zaczyna się kryzys, który dodatkowo pogłębiają zdjęcia uśmiechniętych, wypacykowanych mam ze swoimi pulchnymi pociechami na instach i fejsach. Na szczęście, ku pokrzepieniu matczynego serca, z odsieczą przychodzi nam Małgorzata Mroczkowska ze swoim „Dziennikiem przetrwania”.

„Dziennik przetrwania”, czyli zapiski niedoskonałej matki to książka o perypetiach Sylwii – żony Piotra i matki dwójki dzieci – Helenki i Filipa. Do tego dochodzi jej siostra Iwona, mama i teściowa, które zawsze wszystko lepiej wiedzą od niej, zasypując młodą mamę „złotymi radami”. Bohaterka mimo starań i najszczerszych chęci nie zawsze ma posprzątamy dom i dwudaniowy obiad każdego dnia na stole. Nie zmienia to jednak faktu, że bardzo kocha swoją rodzinę i nie wyobraża sobie życia bez niej. Jednakże czasami tak desperacko pragnie spokoju i godzinki z lampką wina dla siebie, że jest skłonna oddać swoje dzieci kurierowi, który akurat przywiózł jej paczkę.

Książka jest zbiorem rozdziałów (a czasem nawet rozdzialików) ; chaotycznych zapisków, które można czytać na chybił trafił. Sylwia w bardzo zabawny sposób opisuje rzeczywistość matki. Z jej historyjek dowiemy się m.in. czego możemy spodziewać się na porodówce, dlaczego w ciąży nie warto robić przetworów,  jak obciąć dziecku włosy czy jak wielkim sukcesem jest zrobienie przez malucha kupki do nocniczka.

Mnie jako czytelniczkę uderzyła przede wszystkim realność tej książki. Podejrzewam, że niejedna z nas śledząc przygody Sylwii i jej wesołej gromadki, nieraz łapała się na myśli, że „ta opowieść jest przecież o mnie”. O matce – nieidealnej, ale kochającej; o kobiecie, która ma prawo do chwili zwątpienia, odrobiny relaksu i odpoczynku, by kolejnego dnia móc znów stawiać czoła niełatwej rzeczywistości. Nasze społeczeństwo bardzo wysoko ceni rolę matki, jednak też bardzo dużo od niej wymaga – matka nie ma prawa być zmęczoną, złą, zniecierpliwioną. Nie ma prawa myśleć o sobie, stawiać swoich potrzeb nad potrzeby dzieci. Małgorzata Mroczkowska z ironią i humorem obala ten stereotyp, pokazując, że kobieta nie jest robotem wieloczynnościowym, ale po prostu człowiekiem, który może mieć gorsze chwile; że nie zawsze można być perfekcyjnym i czasem trzeba po prostu coś odpuścić.

„Dziennik przetrwania” to lektura obowiązkowa zarówno dla obecnych, jak i przyszłych mam. Czytając ją, uśmiałam się po pachy. Sama za kilka miesięcy zostanę mamą i nie ukrywam, że perspektywa rodzicielstwa mnie przeraża. Dlatego też książka okazała się dla mnie nie tylko balsamem na skołatane nerwy, ale też swego rodzaju mini – kompendium traktującym o wychowaniu dzieci. Teraz już wiem, że dystans do siebie, humor i pozytywne nastawienie to klucz do ogarnięcia domowego świata.

Polecam serdecznie.

Anna Stasiuk
(anna.stasiuk@dlalejdis.pl)

Małgorzata Mroczkowska, „Dziennik przetrwania”, wyd. Czwarta Strona, Poznań, 2018 r.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat