„Nic innego tylko diabelstwo i zło, gdziekolwiek się spojrzy.” – takie spostrzeżenia niejednokrotnie padały na kolejnych stronach pamiętnika znanej pisarski Astrid Lindgren. Ulubienica wszystkich dzieci i autorka znanych lektur okazała się również doskonałą sprawozdawczynią i bystrą obserwatorką pogrążonej w chaosie Ziemi.
Autorka przez sześć lat prowadziła dziennik, w którym opisywała burzliwe dzieje największego w dziejach świata konfliktu zbrojnego. Wtedy Lindgren autorką jeszcze nie była, gdyż „Pippi Pończoszanka” i „Dzieci z Bullerbyn”, które miały zostać dziecięcymi bestsellerami wszechczasów, jeszcze nie zostały napisane. A mimo to jej dzienniki są dziełem niesłychanie ambitnym, które świadczą o jej ogromnej determinacji i pracowitości.
Jej zapiski są żywym tekstem, w którym znalazły się zarówno opisy dramatycznych wypadków rozgrywających się w latach 1939-1945 oraz komentarze do wycinków ze szwedzkich gazet, jak jej osobiste zwierzenia i opisy życia rodzinnego. Może to kogoś zdziwić, ale w dziennikach nie brakuje też… humoru. Lindgren niejednokrotnie w swoje notki wplatała różne żartobliwe wtrącenia o „biedniutkim Stalinie” lub o tym jak Japończycy urządzają „dzikie harce na Pacyfiku”. Po przeczytaniu całości myślę, że to był taki zabieg autorki, który pomagał jej w rozładowaniu nadmiaru negatywnych emocji towarzyszących podczas pisania.
Mimo, że ojczyzna pisarki jako jeden z niewielu europejskich krajów uniknęła wojny, to jej tekst napawa ogromnym lękiem i smutkiem. Można odnieść wrażenie, że Lindgren wręcz źle czuje się z tym, że Szwecja pozostała neutralna. Wielokrotnie na kartach dziennika wspomina, że ma aż nazbyt dobrze. Ma wręcz wyrzuty sumienia z powodu, że ma co jeść i może spokojnie spać w swoim łóżku, kiedy jej bracia zza granicy tułają się gdzieś w okopach spragnieni i głodni.
Autorka poruszyła w swoim dzienniku również kwestię Polski, co zresztą dla nas jest bardzo ciekawym zagadnieniem. Przytaczała wiele opinii i cytatów z listów mówiących o obozach zagłady, o nieludzkich warunkach panujących w więzieniach, o gwałtach nazistowskich żołnierzy na nieletnich dziewczynkach… Jednak pomimo jednoznacznego sprzeciwu, odniosłam wrażenie, że Lindgren nie bardzo w to wszystko wierzyła. A może nie chciała wierzyć, że ludzkie bestialstwo już dawno temu przekroczyło poziom ludzkiej wyobraźni?
„Dzienniki z lat wojny” to utwór niepowtarzalny, a zarazem prawdziwy obraz nie tylko samej wojny, ale też samej pisarki – błyskotliwej, mądrej i pełnej empatii kobiety, którą była, jest i będzie w sercach swoich czytelników.
Anna Kantorczyk
(anna.kantorczyk@dlalejdis.pl)
Astrid Lindgren, „Dzienniki z lat wojny 1939-1945”, wyd. Nasza Księgarnia, Warszawa, 2016 r
Komentarze