„Dzisiaj należy do mnie” – recenzja

Recenzja książki „Dzisiaj należy do mnie”.
Aby znaleźć szczęście, trzeba iść własną drogą.

Główną bohaterką powieści jest Kama. Kama, jak sama zresztą twierdzi, jest: „matką, siostrą, kochanką, kobietą, przyjacielem, człowiekiem”.

Historia rozpoczyna się w dzieciństwie kobiety. Kama wspomina wszystko, nawet czasy swojej przedszkolnej, a następnie szkolnej miłości. Opowiada też o kolejnych zauroczeniach, których doświadczała jako nastolatka. To właśnie wtedy, w tym najtrudniejszym, ale i najbarwniejszym dla człowieka czasie, poznała jedną z najważniejszych miłości swojego życia – Jerzego.  W miarę upływu czasu poznajemy Kamę jako studentkę lingwistyki, która mimo rozdzierającej duszę energii, nie ma szczęścia do mężczyzn. Wszyscy okazywali się albo zbyt niedojrzali, by docenić jej uczucie, albo niegodni jej zainteresowania. Wreszcie bohaterka wkroczyła w dorosłość i prowadziła dość prozaiczne życie, a właściwie prowadziłaby, gdyby nie… dziwne sny podczas których poznawała swoje poprzednie wcielenia. Egzotyczny pomysł? Niekoniecznie. Historie są wprowadzane w odpowiednich momentach i stanowią niejako uzupełnienie osobowości bohaterki. Pokazują, że przeciwności zawsze były, są i będą, ale nie wolno im się poddawać. Udowadniają, że tylko codzienna walka sprawi, że każdy kolejny dzień będzie w pełni twój.

Książka Agnieszki Dydycz to podróż przez życie. Czytając ją, miałam nieodparte wrażenie, że historia Kamy jest historią autorki. Wydawało mi się, że niemożliwe jest przelanie na papier w sposób tak emocjonalny i sugestywny uczuć, których się nie doświadczyło. Mimo że w życiu Kamy nie brakowało momentów trudnych, sprawiających ból, to z książki wręcz wieje optymizmem.

Całość czyta się bardzo szybko. Narracja jest dynamiczna, niewymuszona, a sama historia – wciągająca i okraszona humorem. Kiedy zobaczyłam wielkość książki, oszacowałam, że będę z moim tempem czytać ją około dwóch tygodni, a okazało się, że udało mi się z nią zmierzyć w trakcie trzech dni.

Powieść jest lekka jak piórko, orzeźwiająca jak zimna lemoniada i przede wszystkim pozytywnie nastrajająca do życia. „Życie nauczyło mnie już, żeby cenić to, co mam, a nie zamartwiać się tym, czego mi brak. Albo może tak mi się tylko wydaje, bo za każdym razem muszę sobie o tym przypominać” – twierdzi bohaterka i trudno się z nią nie zgodzić.

Polecam!

Anna Stasiuk
(anna.stasiuk@dlalejdis.pl)

Agnieszka Dydycz, „Dzisiaj należy do mnie”, Muza, Warszawa, 2019 r.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat