Właśnie skończyłam lekturę ostatniego tomu z serii „Fatalne zauroczenie” i muszę przyznać, że już dawno nie czułam takiego przygnębienia w związku z przeczytaną książką. Przez te kilka dni zdążyłam mocno zżyć się z bohaterami, którzy w te jesienne, pochmurne dni stali się dla mnie bliskimi przyjaciółmi.
Iza po nieudanym małżeństwie z Romanowiczem, długotrwałym leczeniu i licznych zmaganiach z depresją i lękami wreszcie poznała mężczyznę, w którym zakochała się z wzajemnością. Jednak traumy z przeszłości nie pozwalają dziewczynie na to, aby całkowicie otworzyć się na nową znajomość. Mimo wszystko Bronek Orlicki postanawia zawalczyć o związek z dziewczyną i przekonać ją, że miłość nie zawsze wiąże się z bólem i poniżeniem, ale może być źródłem niewyczerpalnej radości i spełnienia.
Kiedy bohaterom udaje pokonać się liczne przeszkody, wyznaczyć datę ślubu i skosztować prawdziwego szczęścia, ich życie znów zostaje przewrócone do góry nogami. Co się wydarzyło? Jak potoczą się losy Izy i Bronka? Tak bardzo chciałabym podzielić się tą historią i emocjami, które gdzieś we mnie tkwią, ale nie chcę zdradzać zbyt dużo. Powiem tylko, że byłam zdruzgotana. Przez wszystkie części kibicowałam Izie – najpierw chciałam, chyba nie mniej niż ona, aby udało się jej uwolnić z niefortunnego małżeństwa, następnie, aby jej rehabilitacja przyniosła efekty, a w tym tomie – aby znalazła szczęście, na które naprawdę zasługiwała. Niestety, jak się okazuje, życie nierzadko pisze scenariusze, jakże odmienne od tych, które ułożyliśmy sobie w głowie. Powiem szczerze, że momentami czułam ogromny żal do autorki, że w taki sposób potraktowała swoją bohaterkę!
Trzeci tom „Fatalnego zauroczenia” jest napisany na bardzo wysokim poziomie, podobnie jak poprzednie. Przez fabułę po prostu się płynie, a kolejne wydarzenia przeżywa razem z bohaterami. W tej części również nie zabraknie emocji; postaci, które znamy z poprzednich części i bogatego tła historycznego. Autorka, o czym wielokrotnie pisałam, doskonale odmalowuje realia peerelowskiej Polski oraz pokazuje, że to, co działo się na scenie politycznej, wpływało w mniejszym lub większym stopniu na życie wielu ludzi. Bohaterowie często prowadzą rozmowy o polityce i gospodarce; wyrażają swoje obawy i niepokój o los swój i swoich bliskich.
„Fatalne zauroczenie” to fantastyczna seria, która została dopracowana w najmniejszych szczegółach – od okładki przez treść aż po liczne, subiektywne komentarze autorki, które sprawiają, że jest ona wyjątkowo cennym świadectwem tamtych ponurych czasów. Przeczytałam ją z zapartym tchem i jestem pewna, że będę polecać ją każdemu miłośnikowi obyczajówek z historią w tle. Co ważne, każda z części jest inna, dzięki czemu czytelnik nie jest znużony. Autorka opisała historię życia młodej dziewczyny, a następnie kobiety, która starała się żyć pełnią życia mimo wzlotów i upadków; która popadała w euforię, by za chwilę stoczyć się w przepaść. „Jednak wszystko ma swój czas. Jest czas młodości, czas miłości i nienawiści, płaczu i śmiechu, żałoby i radości. Po kres naszej egzystencji szukamy nowych wrażeń i cieszymy się zdarzeniami, które niesie nam zwykły dzień. Po prostu żyjemy".
Niech ta sentencja pozostanie podsumowaniem tej wspaniałej historii, która na zawsze pozostanie z tym, kto ją przeczytał.
Anna Stasiuk
(anna.stasiuk@dlalejdis.pl)
Elżbieta Gizela Erban, „Fatalne zauroczenie tom III”, Videograf, Chorzów, 2021.
Komentarze