„Fatamorgana” – recenzja

Recenzja książki „Fatamorgana”.
„Fatamorgana” to coś więcej niż tytuł nadany książce.

Fatamorganą okazuje się być wspaniały świat konsekwentnie budowany przez lata w wyobraźni bohaterek. Samochód, dom, rodzina - wszystko na wyciągnięcie ręki, jeżeli tylko nauczą się „wykorzystywać kartę atutową, wsuniętą przez Boga między uda”.

Antwerpia – tętniące życiem centrum handlowe, przemysłowe i finansowe północnej Belgii, gdzie mogą się spełnić marzenia każdej dziewczyny w kolorze kawy, jeżeli tylko nauczy się „stukać pierścionkiem w okno, by w kiepskie dni przyciągać uwagę niezdecydowanych klientów”. Tam właśnie, na ulicy Zwartezustersstraat, splotły się losy czterech dziewcząt z Nigerii, które przyjechały do Europy po lepsze życie. Oprócz marzeń łączy je jeszcze coś – smutna przeszłość, bieda i ten sam pracodawca - Dele, któremu muszą spłać swój dług.

Efe, której zmarła matka, a ojciec pogrążył w alkoholowym amoku, została uwiedziona przez dużo starszego od siebie mężczyznę. Kiedy na świecie pojawił się owoc ich romansu, ten nie chciał nawet słyszeć o dokładaniu się do wychowania dziecka.

Ama za cichym przyzwoleniem swojej matki przez lata była molestowana przez swojego ojczyma – żarliwego katolika, a następnie wyrzucona z rodzinnego domu. Samotna dziewczyna znalazła schronienie u swojej kuzynki, gdzie pomagała jej w barze.

Kolejna z dziewcząt, Joyce, cudem została ocalona z rzezi w Sudanie. Widziała śmierć swoich rodziców i rodzeństwa. Sama zaś została zgwałcona przez żołnierzy służb pokojowych Unii Afrykańskiej. Kiedy wydawało się, że jej życie zmieni się za sprawą poznanego w obozie Polycarpa, młodą Nigeryjkę spotkał kolejny cios. Została przez narzeczonego oddana pod opiekę Delemu i wywieziona do Belgii.

Ostatnia bohaterka - Sisi ma za sobą ukończone z wyróżnieniem studia, uniwersytecki dyplom w kieszeni i wiele lat bezowocnych poszukiwań pracy w rodzinnym Lagosie. Zmęczona i zniechęcona dziewczyna wyjechała do Europy ze świadomością, że już na zawsze opuszcza swoje rodzinne strony.

Świat belgijskich burdeli, z którym zetknęły się dziewczyny, nawet odrobinę nie odpowiadał ich wyobrażeniom. Mimo że wszystkie czuły obrzydzenie do swojej pracy, niechęć do Madame i Delego, żadna z nich nie odważyła się powiedzieć tego na głos. Milczały, bo wierzyły, że prostytucja to ich przepustka do miodem i mlekiem płynącej krainy. Dopiero śmierć Sisi uświadomiła im, że to tylko brutalny biznes, w którym nie ma miejsca ani na miłość, ani na współczucie.

Unigwe kreśli na kartach swojej powieści obraz realistyczny do bólu, nie szczędząc mocnych słów i nazywając rzeczy po imieniu. Świat przepełniony brutalnym seksem, krwią, spermą i łzami budzi nasze obrzydzenie, ale też wyzwala stłamszony gdzieś głęboko lęk i niepokój.

Dlaczego ludzie robią takie rzeczy? Dlaczego jedni oddają siebie za pieniądze, a drudzy płacą za tą nędzną namiastkę miłości? Odpowiedź została włożona w usta jednej z bohaterek: „bo tak robią. Dlatego.”

Brutalne i bezduszne, ale jakże prawdziwe.

Anna Kantorczyk
(anna.kantorczyk@dlalejdis.pl)

Chika Unigwe, „Fatamorgana”, Warszawa, Wydawnictwo W.A.B., 2014



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat