„Felicia zaginęła” – recenzja

Recenzja książki „Felicia zaginęła”.
Za każdym zniknięciem czai się zagadka.

Podczas prac budowlanych zostaje wykopana stara, metalowa szafka. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że w środku znajdowały się zwłoki zaginionej przed dwudziestoma pięcioma laty Felicii Natholm. Na domiar złego w tym samym czasie zostaje zamordowana Amanda Lund – narzeczona Richardta Borkmanna, syna wpływowego biznesmena. Dochodzenie prowadzone przez komisarza Williama Wistinga odkrywa, że obydwa zdarzenia łączą się ze sobą, a następstwa dramatycznych wydarzeń sprzed lat są nadal odczuwalne. Policjant musi rozwiązać zagadkę bardzo szybko, gdyż czas ucieka, a sprawa Felicii Natholm niebawem ulegnie przedawnieniu… Co więcej odpowiedzialny za morderstwo zabójca nadal przebywa na wolności i jest święcie przekonany, że uda mu się uniknąć kary.

Powieść „Felicia zaginęła” to chyba sztampowa powieść Horsta. Fabuła jest dość poukładana, nie ma tu żadnych „przeskoków” czy achronologicznego ułożenia wydarzeń. Akcja toczy się w jednostajnym tempie, brak w niej nagłych skoków akcji (oraz tętna), a szczytem brutalności jest stwierdzenie, że „po szyi spływała gęsta maź, mieszanina krwi i płynu mózgowo – rdzeniowego”. Sam komisarz Wisting wzbudził we mnie ogromną sympatię – może dlatego, że w odróżnieniu od innych detektywów znanych mi z kryminalnych powieści – wydaje się być porządnym gościem. Cieszy się szacunkiem wśród kolegów po fachu, cenią go przełożeni. Dba o swoją rodzinę, kocha żonę. Nie chla, nie ćpa, nie maltretuje swoich bliskich. A to naprawdę rzecz niezwykła. Stara się oddzielić życie prywatne od spraw służbowych.  Podoba mi się w nim ta jego zwyczajność. Nie jest geniuszem, nie ma nagłych olśnień. Po prostu potrafi zrobić użytek ze swoich szarych komórek, umie dedukować i wyciągać odpowiednie wnioski.

Książka nie była dla mnie porządnym uderzeniem w łeb, ale wciągnęła mnie w wir kolejnych wydarzeń. Dużo bardziej emocjonujące wydają się być nasze rodzime sprawy, chociażby sprawa Iwony Cygan, do której powrócono po niespełna 20 latach. Mimo zbytniej „spokojności” (jak na kryminał), uważam, że cała historia jest naprawdę misternie skonstruowana. Autor zadbał o każdy szczegół; postarał się, aby w fabule nie powstała jakakolwiek luka lub nieścisłość.

Chociaż powieść nie należy do moich ulubionych z tego gatunku, uważam, że autor ma jeszcze szansę na pokazanie swojego prawdziwego, drapieżnego oblicza. Czytałam inne jego powieści i wiem, że Horst potrafi pokazać pazur i rzucić na kolana. Myślę, że w kolejnych tomach autor rozkręci się, tym bardziej, że ma na podorędziu wyśmienitego bohatera, którym bez wątpienia jest William Wisting.

Anna Kantorczyk
(anna.kantorczyk@dlalejdis.pl)

Jørn Lier Horst, „Felicia zaginęła”, wyd. Smak Słowa, Sopot, 2017 r.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat