„Gaja z Gajówki. Zagadka opuszczonej wsi” – recenzja

Recenzja książki „Gaja z Gajówki. Zagadka opuszczonej wsi”.
Kolejna dawka przygód dla wszystkich miłośników natury oraz sielskiego życia na wsi.

Moją ukochaną książką z dzieciństwa była (i jest!) „Ania z Zielonego Wzgórza”. Powieść jest dla mnie swego rodzaju desygnatem szczęśliwego życia, spokoju, piękna życia. Główna bohaterka ujmowała mnie swoją spontanicznością, niczym nieskrępowaną wyobraźnią, pomysłowością. Myślę, że Ania była swego rodzaju ucieleśnieniem marzeń dziewcząt z mojego wieku. Dlaczego to piszę? Bo wierzę, że Gaja ma szansę być literackim wzorem dla dziewczynek obecnego pokolenia.

Gaja (znana nam z pierwszego tomu „Gaja z Gajówki. Chatka w środku lasu”) to niesamowicie rezolutna dziewczynka, która zabiera nas do swojego, jakże niesamowitego świata! Jak dobrze wiemy, tata Gai jest leśniczym, a sama dziewczynka uczy się w domu, ponieważ do najbliższej szkoły ma bardzo daleko. „Zagadka opuszczonej wsi” mogłaby sugerować jakąś detektywistyczną przygodę, jednak tytuł bywa zwodniczy. Owszem dziewczynka wraz ze swoim przyjacielem, Ignacym, odkryje tajemnicę wsi, podążając tropem różnych legend i wspomnień, jednak odkrywaniu tytułowej tajemnicy będzie towarzyszyła przede wszystkim ogromne zamiłowanie do natury i spojrzenie na nią poprzez pryzmat dziecięcych oczu.

Historia napisana przez panią Włodarkiewicz jest naprawdę przyziemna, jednak przedstawienie jej oczami Gai sprawia, że nabiera ona cech niezwykłych; sprawia, że my, czytelnicy, zaczynamy się nią zachwycać. Podczas lektury zaczęły mi się przypominać moje własne doświadczenia z dzieciństwa. Zachwyt nad rozkwitającymi bzami, na których giętkich gałęziach potrafiłam z koleżanką przesiadywać całe dnie. Pachnące ogródki u sąsiadów, w których królowały piwonie i róże; wąchanie smolinosów i przyglądanie się swojemu nosowi, jedzenie mirabelek spadających z drzew, bawienie się w kuchnię błotem i piaskiem…. – mogłabym wymieniać w nieskończoność. Gaja i jej nieskażone dorosłością spojrzenie, ciekawość świata i radość z najzwyklejszych rzeczy sprawiają, że człowieka z jednej strony ogarnia melancholia, a z drugiej – chłonie tę książkę całym sobą. Autorka nie tworzy świata idealnego. Pokazuje świat zwykły; często pełen konfliktów, smutków; świat piękny w swojej różnorodności. I właśnie tym seria o Gai skradła moje serce.

Nie sposób też nie docenić wydania tej powieści. Jest przepiękne. Sama okładka sprawia, że chce się tę książkę otworzyć. Ilustracje pani Kasi Piątek stylizowane na rysunki dziecięcej ręki są niesamowicie klimatyczne i urocze, pozwalają doświadczyć i dotknąć niezwykłej atmosfery małej gajówki w środku lasu.

Anna Włodarkiewicz udowodniła i dorosłym, i dzieciom, że aby stworzyć coś niesamowitego nie potrzeba magicznego świata, fantastycznych postaci, pogoni za złoczyńcą, akcji rodem z westernów. Wystarczy tak naprawdę dać tym najmłodszym coś bardzo bliskiego; coś naszego. Można pokazać na czym tak naprawdę polega wolność. Udowodnić, że luksus to nie wczasy all inclusive, nowe zabawki czy drogie ubrania. Luksus to możliwość bycia sobą, to przebywanie z bliskimi, spokojnie rozmowy w cieniu drzew i akompaniamencie ptaków; wreszcie – luksus to bycie tu i teraz, nie zamartwianie się o wczoraj ani o jutro. Jednak do tego dochodzi się chyba wraz z wiekiem.

Anna Stasiuk
(anna.stasiuk@dlalejdis.pl)

Anna Włodarkiewicz, „Gaja z Gajówki. Zagadka opuszczonej wsi”, Świetlik, Białystok, 2024.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat