Jurgen Thorwald, urodzony jako Heinz Bongartz, to postać znana wszystkim miłośnikom historii medycyny, ale nie tylko. Jest on autorem głośnej serii „Stulecie chirurgów”, a także książek takich jak „Dawna Medycyna jej tajemnice i potęga”, „Godzina detektywów” czy „Pacjenci”. Do każdej z nich przygotowywał się długo i żmudnie, zbierając materiały, prowadząc małe śledztwa i wyciągając wnioski. Gdyby nie ludzie stający na jego drodze i chętnie niosący mu pomoc, z pewnością nie udałoby mu się poprowadzić historii tak szczegółowo, do czego sam się przyznaje. Co więcej, nigdy nie był on w pełni zadowolony ze swych osiągnięć i ustaleń. Uważał, że zawsze jest do zrobienia i odkrycia coś więcej. Najnowsza książka – „Ginekolodzy” – jest tego doskonałym przykładem. Thorwald zbierał materiały, pisał kilka artykułów, nierzadko publikując je jako pojedyncze twory w gazetach, potem porzucał plan wydania, znów wracał – i tak w kółko. Aż do śmieci, mającej miejsce w 2006 roku, nie przygotował książki do druku.
„Ginekolodzy” to obowiązkowa pozycja nie tylko dla miłośników wczesnej medycyny, a w zasadzie ginekologii, i jej historii, ale także dla kobiet. Przynajmniej dla tych o silnych nerwach. Autor przedstawia sytuację rozwoju ginekologii w różnych wiekach, ale nie robi tego systematycznie ani chronologicznie. Nie generalizuje, nie uogólnia. Zajmuje się poszczególnymi przypadkami lekarzy i pacjentów, co sami możemy przełożyć na obraz danej grupy społecznej w danej epoce. Ponadto w książce nie znajdziemy subtelności i owijania w bawełnę. Artykuły spływają krwią, są przepełnione bólem tysięcy kobiet i śmiercią.
Książka nie nadaje się dla ludzi wrażliwych. Czytając ją, niemal podzielałam ból bohaterek. Ponieważ sytuacje opisane są obrazowo i precyzyjnie, niemalże reportersko, potrafiłam wyobrazić sobie smród ropiejących narządów, ciepło rozżarzonego kawałka metalu, mającego zespolić rozerwaną skórę wewnątrz pochwy oraz zapach potu kobiety, która przez kilka dni rodziła w długich sukniach i halkach. Docierając zaś do trzeciego czy czwartego rozdziału, moje ręce były miękkie i nie potrafiłam zacisnąć pięści.
Sięgając po „Ginekologów”, nie powinniśmy zatem nastawiać się na lekkie i przyjemne ciekawostki historyczne. Tekst jest napisany językiem laickim, bez eksperckiego żargonu, więc jego odbiór nie sprawia problemu. Problemem może być jedynie nasza delikatność i podatność na krwawe opisy. Ponadto, poza wiedzą o początkach ginekologii, lektura dostarczy nam porządnej podkładki do niejednej pracy zaliczeniowej.
Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)
Jurgen Thorwald, Ginekolodzy, Warszawa, Marginesy, 2016
Komentarze