„Gry zstępne” – recenzja

Recenzja książki „Gry zstępne”.
„Życie jest tylko życiem. Dopóki trwa, można wszystko”.

Mam wrażenie, że starsi ludzie są coraz bardziej lubianymi bohaterami premierowych książek. Cieszy mnie, że temat starości jest odczarowywany, gdyż jej obraz, mówiąc delikatnie, jest co najmniej negatywny. Starość wszakże kojarzy się ze śmiercią, bólem, niedołężnością, nudą i chorobami. Nikt nie chce być stary, nikt nie chce o tej starości mówić, choć ta dosięgnie każdego z nas.

Książka Katarzyny Ryrych z początku silnie skojarzyła mi się z utworem humorystycznym. Wszakże na okładce było wyraźnie napisane, że to „Brawurowa opowieść o Oazie, domu niespokojnej starości, która obala wszelkie mity!”. Uwielbiam serię Jacka Galińskiego o Zofii Wilkońskiej, niesamowicie podobała mi się powieść o „Stulatku, który wyskoczył przez okno i zniknął” czy „Klątwa babci Józi” Olgi Rudnickiej. Myślałam, że powieść Katarzyny Ryrych będzie utrzymana w podobnym klimacie, ale – jak się okazało – bardzo się myliłam, a sam opis wprowadził mnie w błąd.

Żeby nie było – uwielbiam pióro pani Kasi Ryrych. Uwielbiam jej książki skierowane do młodzieży, które jako nauczycielka wybieram do omawiania na lekcjach w całości. Cenię szczerość, bezpośredniość autorki; trafianie w sedno problemów i umiejętności w przedstawianiu tego, co niezwykle trudne w obrazowej formie. Mam jednak wrażenie, że przy tej powieści coś po prostu – mówiąc kolokwialnie –  nie pykło.

W powieści przenosimy się do domu spokojnej starości Oaza. Jest to miejsce, gdzie z dala od miejskiego gwaru, w otoczeniu zieleni, pensjonariusze wiodą swój spokojny żywot. Spotkamy tam m.in. Figlarną baletnicę, Bonnie i Clyde’a, Hrabiego, Taxi Drivera czy błękitnowłosą Poetessę, którzy chcą wycisnąć z życia, ile tylko można. Niestety, żadna z postaci nie została wykreowana w sposób, który sprawiłby, że zapamiętałabym ją na dłużej. Odniosłam wrażenie, że książka miała być hołdem dla starości – jesieni życia – w jakiś sposób ją odczarowując. Zadanie to wyszło groteskowo, bo autorka niemal cały czas forsowała stwierdzenie, że ci starzy ludzie są pełni życia, że czerpią z niego garściami, a młodzi ludzie są zblazowani, leniwi i w ogóle nie umieją korzystać z danych im chwil. Odniosłam wrażenie, że coś, co miało być motorem powieści, stało się jej hamulcem. Czytelnik nie mógł dojść sam do tego, bo był tym permanentnie uderzany po twarzy.

Drugim elementem, który w ogóle do mnie nie trafił, były dialogi. Sztuczne, nienaturalne, bez humoru. Zakończenie zupełnie mnie nie usatysfakcjonowało. Czytając powieść, czekałam, aż wydarzy się coś istotnego; że dowiem się, w którą stronę będzie zmierzała fabuła, ale jedyne, czego się doczekałam to koniec książki.

„Gry zstępne” to, jak dla mnie, powieść napisana w wyjątkowo chaotyczny sposób. Podczas czytania nie czułam się w żaden sposób oczarowana, wciągnięta, zafascynowana. Nie czułam wsiąknięcia w wykreowany świat. Książka jest moim ogromnym rozczarowaniem.

Anna Stasiuk
(anna.stasiuk@dlalejdis.pl)

Katarzyna Ryrych, „Gry zstępne”, Prószyński i S-ka, Warszawa, 2025.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat