Ile to już lat minęło od zamknięcia serii o młodym czarodzieju Harrym Potterze? Cztery? Dziesięć? Milion? Mam wrażenie, że książki J. K. Rowling czytałam tak dawno, że niemal w innym życiu. Oczywiście było mi przykro, gdy zamknęłam ostatnią część, ale zdążyłam się przyzwyczaić do myśli, że tak być musi i powinno. Każdy dopisany akapit, każde niepotrzebne zdanie mogłoby zniszczyć doskonałą fabularnie, kultową historię.
Wtem jednak rok 2016 – zamiast spokojnie zmierzać ku końcowi, wyciszać się i ostatecznie oddać pole do popisu nowemu, 2017 rokowi – przyniósł fanom światowej literatury kolejną opowieść o Harrym, gdzie mały chłopiec występuje w roli dorosłego mężczyzny, który posiada już dzieci i to właśnie jedno z nich ładuje się w kłopoty.
Ale to jeszcze nie wszystko. Ponieważ o nowym tworze zatytułowanym „Harry Potter i Przeklęte Dziecko” przeczytałam tylko tyle, że ma się na rynku pojawić, nie wiedziałam ani kto jest autorem (w końcu jednak doszły mnie wieści, że poza nadzorującą „projekt” Rowling za jego powstanie odpowiada John Tiffany oraz Jack Thorne), ani jaka będzie długość, ani o czym dokładnie ma być fabuła. Kiedy więc otworzyłam książkę i zobaczyłam dramat – scenopis sztuki teatralnej – przeżyłam szok.
Na początku zwątpiłam i szczerze się zniechęciłam. „Harry Potter” w takiej formie? No nie. Nie mogłam się jednak poddać, gdy książka już trafiła w moje ręce. I koniec końców uważam, że to dobrze, że się przełamałam, historia bowiem była ciekawa. Dialogi i opisy niedomagały, okazały się w dużej mierze naiwne i zupełnie niepodobne do pełnych pasji zdań pisanych w przeszłości przez Rowling, ale mimo wszystko poprawne.
Z jednej strony nie dziwię się frustracji miłośników sagi o Potterze, a także fali wzburzenia, która przepłynęła przez internet, ale z drugiej... Sama nie wiem, czy to dobrze, że książka powstała. Gdyby można było cofać czas, chyba wolałabym, żeby jednak nigdy się nie pojawiła, lecz skoro już jest, myślę, że dobrze stawić jej czoła. Z racji formy dramatu czyta się ją szybko, wystarczy kilka godzin. Historia jest lekka i przyjemna, niezbyt wymagająca, trzymająca w napięciu w stopniu umiarkowanym. W skali 0-10 dałabym jej 6-6,5, co oznacza, że jest nieźle. Zdecydowanie nie żałuję, że ją przeczytałam.
Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)
J. K. Rowling, Harry Potter i Przeklęte Dziecko, Poznań, Media Rodzina, 2016
Komentarze