Druga wojna światowa. Temat – rzeka krwi i łez. To długie i przejmujące świadectwa tych, którym udało się przeżyć, ale też i krótkie słowa pożegnań umierających w męczarniach. Wojna to również tęsknota, marzenia lęgnące wraz z gruzami miast, pełne napięcia oczekiwanie, listy pisane gdzieś w okopach. Szepty podziękowań lub stek przekleństw, że udało się przetrwać kolejny dzień.
Marie Bennett prezentuje nam wojnę z zupełnie innej perspektywy i jakże daleką od tej, do której przywykliśmy. Nie ma tu świszczących ponad głowami kul, rozlewu krwi, doniesień o ludzkim cierpieniu w obozach zagłady. Wojna cały czas jest w powieści obecna, ale stanowi ona tylko pretekst do przedstawienia historii dwojga ludzi.
George, chwilę po ślubie, został powołany do obrony swojego kraju i musiał wyjechać na obrzeża Szwecji Jego narracja otwiera całą powieść i to on jest bohaterem pierwszej części. Na początku bohater dał się poznać jako człowiek dość naiwny, który myślał, że wszystko „jakoś będzie”, że „to tylko chwila”. Złudzenia dość szybko rozpłynęły się w trudnej i mroźnej rzeczywistości, a z Georga został wrak człowieka. Mimo, że realnie nie brał udziału walkach na froncie, dostał od życia prawdziwą lekcję pokory. Na własnej skórze odczuł jej skutki.
W rodzinnym Malmö pozostała jego żona Kerstin, narratorka drugiej części, która na czas nieobecności męża musiała się przeprowadzić do rodziców. Życie młodej dziewczyny po wyjeździe ukochanego stało się zlepkiem rozczarowań, tęsknot, marzeń o czymś nieznanym. Wszystko zmieniło się, kiedy wkroczyła do niego tajemnicza Wiola…
Historia przedstawiona przez Bennett jest niezwykle intymna. Momentami miałam wrażenie, że wnikam w bohatera, a przeżywane przez niego emocje jakimś tajemniczym i niewidocznym kanalikiem wędrują wprost do mojego krwioobiegu. Współczułam i Georgowi uwięzionemu w piekle swoich doświadczeń, i Kerstin zawieszonej gdzieś pomiędzy nieobecnym mężem, a swoim życiem tu i teraz. Nie chciałabym, aby mój związek został poddany takiej próbie. Za bardzo bałabym się, że jej nie podoła.
Powieść jest stworzona z niezwykłą precyzją, a jej bohaterowie okazują się być postaciami o niezwykle złożonej osobowości. Cała fabuła utkana jest ze szczegółów; na pozór mało znaczących chwil, które w kontekście całości okazują się być najważniejsze. Wszystko ma jasną i ciemną stronę, a na najtrudniejsze pytania nie ma tak naprawdę dobrej odpowiedzi.
Zostaje jeszcze hotel Angleterre… symbol niedoścignionych pragnień czy synonim wstydliwej historii, która nigdy nie powinna mieć miejsca? Przeczytajcie i zdecydujcie sami. Bo naprawdę warto sięgnąć po tę hipnotyzującą historię.
Anna Kantorczyk
(anna.kantorczyk@dlalejdis.pl)
Marie Bennett, „Hotel Angleterre”, wyd. Marginesy, Warszawa, 2017 r.
Komentarze