Ja, ty, ona – kobieta

Recenzja książki „Doula”.
„Doula” to opowieść o wrażliwej, niepewnej i pełnej wewnętrznych rozterek kobiecie, którą jest każda z nas.

Książka już od pierwszych stron wciąga w nieznany nam, tajemniczy świat, zupełnie niepodobny do określenia „bajka” czy „idylla”. Bridget Boland stworzyła bowiem dzieło głębokie, niczym jezioro, a pod jego powierzchnią ukryła porywający wir. Wystarczy zanurzyć jedną nogę, by niepostrzeżenie znaleźć się w samym jego środku.

Czytając „Doulę” nie można oprzeć się wrażeniu, że bohaterka jest bardzo realna, wyrazista, prawdziwa. Aż prosi się, by sprawdzić biografię autorki. Dopiero wtedy wychodzi na jaw, że za zlęknioną, bojącą się życia Caro, stoi właśnie Bridget Boland. W życiu prywatnym zajmuje się pomaganiem ciężarnym kobietom, jest instruktorką jogi oraz należy do państwowo zatwierdzonego stowarzyszenia douli. Nadużyciem byłoby przypisywać jej wszystkie cechy oraz wspomnienia Caro, natomiast faktem jest, że bohaterka nie reprezentuje wyłącznie siebie samej. Jest ona symbolicznym pomnikiem każdej z nas. Wystawia na światło dzienne nasze koszmary i sytuacje, które od wielu lat ukrywałyśmy głęboko na dnie szafy. Decyduje się na pewnego rodzaju spowiedź, przeznaczoną tylko dla naszych oczu. Ludzie ją otaczający – inni bohaterowie „Douli” – nie mają pojęcia, z czym się zmaga. Jest skryta i boi się konfrontacji z rzeczywistością. Wymyśliła sobie świat, po którym wygodnie jest jej stąpać. Nie do końca go rozumie, nie do końca akceptuje, ale woli go od nieznanego, jakim jest nowy związek z kochającym ją mężczyzną, ślub czy własne dziecko.

Ile z nas skrywa w sobie sekrety i wspomnienia tak straszne, że lepiej byłoby, gdyby poszły wraz z nami do grobu? Zadręczamy siebie, by nie zranić bliskich, nie odstraszyć ich, nie sprawić im przykrości, czy zawodu. Często czujemy się winne, złe, bądź niesprawiedliwe oceniane. Zamiast zabrać głos, milczymy. O tym jest właśnie „Doula” – o strachu przed życiem. Po przeczytaniu książki, większość (jak nie każda) z nas może śmiało powiedzieć „Jestem Caro – teraz to wiem”. Bohaterka przeżywa swój własny dramat. Jako młoda dziewczynka jest świadkiem celowego poronienia przez matkę, potem ginie jej brat, a ona czuje się winna. Jego śmierć to jednocześnie chwila odebrania najcenniejszego daru – dzieciństwa – którego nie sposób zwrócić czy odrobić później. Musi dorosnąć, opiekować się matką, wspierać ojca. Z dnia na dzień staje się „dużą córką”, choć dopiero wkroczyła w wiek nastu lat. Niewiele jeszcze rozumie, ale musi wydorośleć. Jako kobieta nie czuje się szczęśliwa. Nigdy do końca nie poradziła sobie z przeszłością i przez to jej kobiecość nie rozkwitła. Każda z nas miała w życiu podobne przypadki. Jeśli nie śmierć, nie zbyt szybkie wkroczenie w dorosłość, to zdrada, upokorzenie, żal, smutek czy wściekłość. Te emocje, te uczucia nie są nam obce. Właśnie dlatego „Doulę” czyta się jednym tchem. Bridget Boland – choć nie jest z wykształcenia psychologiem – doskonale odrobiła lekcje z tego zakresu i stworzyła rys kobiety. Takiej jak ja, ty, twoja współpracowniczka, przyjaciółka i matka.

Końcowi książki mogą towarzyszyć różne uczucia – ulga, płacz, wzruszenie, szok czy zwyczajne zamyślenie. Nie mam zamiaru zdradzać, jak zamyka się historia Caro. Daję za to słowo, że nie pozostawi ona bez refleksji nikogo. Jakby na potwierdzenie moich słów, w ostatnim rozdziale, pojawia się piękny cytat: „[…] przypominała mi jezioro o zachodzie słońca, kiedy wiatr cichnie, a pomarszczona falami woda wygładza się, tworząc idealnie gładką taflę. Jeśli wychylić się z pomostu, można wtedy zobaczyć swoje własne, rozmigotane odbicie”. I choć chodzi tu o pewną osobę, której imienia nie zdradzę, równie dobrze można powiedzieć, że mowa o samej książce. To „Doula” przypomina jezioro o zachodzie słońca. Czytając ją, z każdej kolejnej strony wyłania się odbicie każdej z nas. Niczym papierowe lustro, odbija marzenia, lęki i niepewności. Możemy się w nich zanurzyć i utonąć, ale równie dobrze możemy wyczuć rytm fal, popłynąć, poczuć otrzeźwiający chłód i bezpiecznie dotrzeć na drugi brzeg. Wszystko zależy od nas. Nasz los jest wyłącznie w naszych rękach.

Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)

Bridget Boland, „Doula”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2012



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat