To jakże piękne i prawdziwe, a zarazem proste przesłanie pozostanie we mnie na zawsze. W ogóle ksiądz Kaczkowski jest skarbnicą przesłań i myśli, które każdy człowiek (wierzący czy niewierzący) powinien mieć wydrukowane wielkimi literami w swoim sercu.
Ksiądz Jan Kaczkowski urodził się 19 lipca 1977 r. w Gdyni. Przyszedł na świat w ciężkim stanie, jako wcześniak, a jakby tego było mało okazało się, że ma wadę wzroku i cierpi na lewostronny niedowład. Mimo swoich fizycznych ułomności ukończył filozoficzno – teologiczne studia w Gdańskim Seminarium Duchownym, a w 2002 r. otrzymał święcenia kapłańskie. Od tego czasu rozpoczął swoją owocną działalność duszpasterską (był katechetą, wikariuszem w parafii, założycielem hospicjum w Pucku), której nie przerwała druzgocąca diagnoza o nazwie glejak mózgu. Jak stwierdził sam ksiądz Kaczkowski: „Byłoby efekciarskie i banalne, gdybym stwierdził, że jestem wdzięczny za chorobę. Bo nie jestem. Ale jestem za to wszystko, co przed nią i podczas niej się zadziało.”
Ksiądz Kaczkowski zapisał się w sercach milionów Polaków jako symbol walki z nieuleczalną chorobą, z którą pomimo śmierci – wygrał, a zwycięstwo to rozbrzmiewa głośnym echem od morza do Tatr, dając nadzieję wielu chorym. Rak, z którym się zmagał, jeszcze bardziej wzmocnił wiarę księdza; nie stał się pretekstem do dawania sobie „taryfy ulgowej” czy (nie daj Boże!) użalania się nad własnym losem. Ksiądz Adam Boniecki uważał go za osobę, która „uratowała honor polskiego kapłaństwa”.
Przemysław Wilczyński stworzył biografię nietuzinkowego człowieka, który pojawił się właściwie znikąd. Wikary z małej miejscowości na Kaszubach stał się najbardziej rozpoznawalnym duchownym w kraju, który pozostawił po sobie ogromną spuściznę duchową. Autor w swojej książce opowiedział o życiu księdza Kaczkowskiego od początku do końca. Biografia tego niezwykłego duchownego to rezultat kilkuset rozmów przeprowadzonych przez Wilczyńskiego z najbliższymi księdza, w tym z ukochaną matką – Heleną Kaczkowską.
Lektura nie należy do najłatwiejszych i najmilszych, bo nie ma nic przyjemnego w czytaniu o raku, który atakuje i zabija na raty, gasząc tlącą się iskrę życia. Jednak jest to zarazem lektura niezwykle wartościowa, która pokazuje człowieka będącego żywym obrazem Boga miłującego tych najmniejszych i najsłabszych. To opowieść o człowieku, który ze swoich ułomności zrobił największą siłę; po którym zostały nam piękne wspomnienia i kilka bardzo istotnych przesłań, które można zamknąć w trzech słowach: kochaj, walcz, szanuj. Polecam tę książkę wszystkim. Mimo że jest długa, a miejscami czyta się ją wręcz z bolącym sercem, pozwala nam spojrzeć na życie inaczej i zweryfikować swoje myślenie.
Anna Stasiuk
(anna.stasiuk@dlalejdis.pl)
Przemysław Wilczyński, „Jan Kaczkowski. Życie pod prąd.”, Wydawnictwo WAM, Kraków, 2018 r.
Komentarze