„Jarmark sensacji” – recenzja

Recenzja książki „Jarmark sensacji”.
Dwadzieścia jeden reportaży Egona Erwina Kischa, opatrzonych wstępem Mariusza Szczygła, a do tego zamieszczonych w przepięknym wydaniu i twardej oprawie.

Egon Erwin Kisch to postać, którą powinien znać każdy miłośnik reportażu. Jak podaje we wstępie Mariusz Szczygieł, także wiele polskich pisarzy wzorowało się na nim, podziwiając zarówno jego warsztat, jak i sposób zbierania danych. Za życia mawiano o nim „szalejący reporter”, a w pewnych kręgach dziennikarskich, wśród osób znających i lubiących Kischa, określenie to pozostało żywe nawet po jego śmierci. Z tego też powodu nie sposób nie nazwać twórczości pisarza „klasyką”. Jego tekstów nie można jednak zamknąć w sztywno rozumianych ramach reportażu, jako że Kisch - wielbiący własną osobę - uprawiał swój zawód znajdując się na pograniczu autorefleksji, autobiografii, jak i czystego, rzetelnego reportażu. Z tej racji każdy tekst w dużej mierze traktuje o nim samym, a jednocześnie ze swojej osoby Kisch czyni punkt wyjścia do dalszych rozważań, jak i do poszerzenia kontekstu. Ponadto, jak wspomina Szczygieł, zdarzało mu się pewne rzeczy podkoloryzować, choć nigdy kłamać.

Dwadzieścia jeden reportaży znajdujących się w „Jarmarku sensacji” to teksty z różnych okresów życia Kischa, wszystkie są jednak w pewien sposób połączone. Kiedy jeden się kończy, drugi ma swój początek. Reporter przeskakuje czas i przestrzeń, w jednej pracy będąc najpierw dzieckiem, a po chwili dorosłym mężczyzną. Niektóre informacje podaje tak, jak je pamięta, inne zaś pomija, choć powinien był o nich wspomnieć. Nie potrafię ocenić ich rzetelności, gdyż nie znam tej strony historii, o której pisze. Pewnie gdybym była starsza, gdybym na własnej skórze poznała wojnę, znalazłabym w książce coś, co przemówiłoby do mnie „czystym głosem”, oferując jakieś wspomnienie, jakąś nostalgię, coś bliskiego i znajomego. Jestem jednak zbyt młoda, a i brak polskiego kontekstu czynił mi lekturę trudną w odbiorze. I przez to, mimo szczerych chęci, męczyłam się czytając.

Gdybym miała jeszcze raz sięgnąć po książkę z reportażami, tym razem wybrałabym Kapuścińskiego. On z kolei jest jedną z tych osób, które inspirowały się Kischem. Czy wobec tego faktu mogłabym uznać, że Kisch pisze nieciekawie i trudno? Nie i wcale tak nie twierdzę. Może wystarczyłoby żyć w Czechach, a może znać twórczość innych pisarzy, przyjaźniących się z Kischem? Nie wiem. Uważam po prostu, że lepiej zrozumieją go ludzie starsi, dla których sytuacje przedstawione w jego reportażach coś znaczą, są w jakiś sposób bliskie i znajome. I właśnie tym osobom polecam „Jarmark sensacji”, który - o tym trzeba wspomnieć - wydany został we wspaniałej formie, twardej oprawie, a do tego opatrzono go szeregiem dodatkowych informacji i nieocenioną „analizą kischowego sposobu bycia” autorstwa Mariusza Szczygła. Jeśli zaś boicie się stawić czoła ciężkiej, twardej historii sąsiedniego narodu, może na początek sięgnijcie po coś lżejszego, polskiego - choć niekoniecznie - z czym poczujecie autentyczną więź. Kapuściński sprawdzi się tu bez dwóch zdań.

Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)

Egon Erwin Kisch, „Jarmark sensacji”, Warszawa, Agora SA, 2014



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat