„Kamienne figurki” – recenzja

Recenzja książki „Kamienne figurki”
Czy demony z przeszłości będą szybsze od mordercy?

To, czy „Kamienne figurki” są fenomenem Tik Toka, nie mam pojęcia, ale wiem, że firmowanie powieści „gwiazdami Instagrama”, „wspierającymi standardy społeczności Facebooka” czy „zjawisko WhatsAppa” nigdy nie budzi we mnie specjalnych emocji. Ileż to razy przejechałam się na książce, która była reklamowana na bilbordach i w mediach społecznościowych jako „niesamowita” i „absolutnie wyjątkowa”, nie zliczę. Dlatego też postanowiłam do „Kamiennych figurek” podejść z dystansem, ale i ogromną ciekawością, bo – nie ma co ukrywać - morderca zostawiający w ciałach ofiar figurki wydaje się pomysłem dość nietypowym, wręcz egzotycznym.

W gęstych, porośniętych roślinnością wąwozach południowej Indiany odnajdywane są zwłoki młodych kobiet. Ciała ofiar nie dość, że są potwornie zmasakrowane i wypatroszone, to jakby było mało – opatrywane są dość nietypową wizytówką mordercy - kamienną figurką rzeźbioną na wzór magicznych posążków plemion Ga - Bongów zamieszkujących Papuę – Nową Gwineę. Nic więc dziwnego, że do sprawy zostaje przydzielona Christine Prusik. Agentka jest nie tylko kompetentnym antropologiem sądowym, ale posiada też bogate doświadczenie z tego typu artefaktami, ponieważ badała kiedyś tereny Papui – Nowej Gwinei.

Akcja całej powieści prowadzona jest dwutorowo. Z jednej strony mamy przedstawione skrupulatnie prowadzone i szeroko zakrojone śledztwo, a z drugiej zwierzenia młodego mężczyzny, uwielbiającego rzeźbić w kamieniu, który boryka się z wieloma problemami psychicznymi. Otrzymujemy też krótkie rozdziały opowiadające o polowaniach na kolejne ofiary.

Początkowo książkę czytało mi się… ciężko; jakbym nie mogła dopasować odpowiedniego biegu i wpasować się w rytm całej akcji. Nie mogłam się zaangażować, a w rezultacie szybko traciłam motywację do dalszego czytania. Christine wydawała mi się iście niemiecka (naprawdę!) – zasadnicza, chłodna jak lód, jedząca xanax jak dziecko landrynki. Dopiero z czasem  zaczęłam odczuwać do niej sympatię i dostrzegać jej dobre strony – ciekawość, nieustępliwość, chęć dowiedzenia się prawdy za wszelką cenę, a sama powieść zaczęła mi się bardziej „składać”.

Doceniam pióro autora. Pisarz z pewnością zgrabnie operuje słowami, a historia, którą stworzył jest dość prosta w odbiorze. Ma też „to coś”, co powinien mieć każdy pisarz kryminałów – potrafi tak zaplątać akcję, że w pewnym momencie sama nie wiedziałam, w co mam wierzyć, a w co nie. Ostatnie strony pochłonęłam bardzo szybko i choć moje podejrzenia były dość bliskie temu, co okazało się prawdą – książka na swój sposób mnie usatysfakcjonowała. Jasne, książka mogłaby być lepsza, a zwroty akcji bardziej spektakularne, jednak uważam, że – jak na debiut literacki – powieść jest naprawdę kapitalna.

Być może osoby nieustannie czytające thrillery i kryminały mogą być odrobinę rozczarowane, jednak wielu z pewnością doceni pomysł i fabułę. Jestem przekona, że „Kamienne figurki” znajdą wielu zwolenników. Ja polecam serdecznie!

Anna Stasiuk
(anna.stasiuk@dlalejdis.pl)

Lloyd Devereux Richards, „Kamienne figurki”, Czarna Owca, Warszawa, 2024.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat