Kiedy po raz pierwszy wzięłam do ręki niewielkiego formatu książkę Krzysztofa Riege o dość intrygującym tytule „Komik i pierwsza dama” spodziewałam się tragikomicznych losów błazna, który niczym Stańczyk wnikliwie obserwuje ludzkie zachowania i komentuje je z właściwą sobie inteligencją. Niestety, gorzko się rozczarowałam.
„Komik i pierwsza dama” to powieść o podstarzałym i narcystycznym klaunie, który nie potrafi oddzielić artystycznych zamiłowań od życia osobistego oraz piastowanej przezeń poważnej funkcji wiceministra kultury. Mężczyzna prowadzi intensywne i pełne niespodzianek życie, które jednak nie do końca go satysfakcjonuje. Nie umie zbudować trwałej relacji z żadną kobietą, kontakty z córką legną w gruzach, a jego samoocena cierpi z powodu wiecznej krytyki ojca. Jak się okazuje sława, pieniądze i powszechny podziw nie są w stanie zrekompensować pustki, która wdarła się w życie bohatera. Czy po odkryciu tej prawdy uda mu się odnaleźć upragnioną równowagę? Czy znajomość z tytułową „pierwszą damą” pomoże mu w rozwikłaniu narastających problemów?
Powieść Krzysztofa Riege to parodia czegoś co jest już parodią samą w sobie, gdyż dzisiejsza polityka ma z cyrkiem wiele wspólnego. Poziom absurdu opisanych historii z Mateuszem Brosmanem w roli głównej osiąga tu apogeum. Ugryzienie prezenterki w tyłek podczas emisji programu, przypisywanie najbogatszemu Polakowi umiejętności cudotwórczych i lekarz psychiatra tytułujący się „babcią” to żenujące pomysły na historię, która ma wedle zamysłu autora skłaniać do refleksji. Do tego wszystkiego dochodzi wątła akcja, która jest nudna niczym przysłowiowe „flaki z olejem” oraz mało inspirujący, beznamiętni bohaterowie. Jednym z wydarzeń, które było naprawdę kunsztownie skonstruowane, to rozmowa Brosmana z grabarzem o życiu i umieraniu. „Ludzie są rozmaici, niekonkretni, ruchliwi i rozmyci, a trup jest konkretny i prawdziwy. Nie zmienia zdania, nie drze mordy i nie płacze. Po prostu jest. Ta różnica to właśnie dusza.” Ciężko jest nie zgodzić się z tym twierdzeniem.
Na pochwałę niewątpliwie zasługuje język, którym powieść została napisana. Autor bardzo umiejętnie łączy ze sobą słowa uważane za przestarzałe z tymi, których mogą nie zrozumieć osoby starszego pokolenia. W celu zaprezentowania postaci określa ją jako jowialną i odzianą w tabaczkowy garniturek po to, żeby kilka stron dalej stwierdzić, że „inwestor się skeszował”. Tworzy to bardzo ciekawą i niepowtarzalną mozaikę zarówno dawnej jak i obecnej polszczyzny.
„Komik i pierwsza dama” nie jest powieścią, która podbiła moje serce, mimo że wiele innych książek utrzymanych w poetyce groteski i absurdu czytałam z zapartym tchem. Uważam jednak, że lektura może spodobać się wielbicielom Witolda Gombrowicza lub fanom kina Quentina Tarantino.
Anna Kantorczyk
(anna.kantorczyk@dlalejdis.pl)
Krzysztof Riege, „Komik i pierwsza dama”, wyd. Novaeres, Gdynia, 2014
Komentarze