… zagłosować na tego, który zostanie najpotężniejszym przywódcą duchowym na Ziemi. Jak się okazuje, nie jest to wcale takie proste. Jeden ze 118 kardynałów z całego świata zgromadzonych na konklawe musi zdobyć przynajmniej 79 głosów, aby zostać wybranym na następcę świętego Piotra. Czy w skłóconym środowisku pełnym ludzkich intryg możliwe jest wypowiedzenie słów Habemus papam, na które oczekują miliardy chrześcijan na całym świecie?
Akcję utworu otwiera śmierć znienawidzonego przez Kurię papieża, który propagował ideę Kościoła ubogiego, wychodzącego z otwartymi ramionami do potrzebujących. Niektórzy kardynałowie z ulgą przyjęli tę wiadomość, gdyż obawiali się o utratę swoich stanowisk, zgromadzonych pieniędzy i luksusowych apartamentów. Poprowadzenie nowego konklawe przypadło w udziale kardynałowi Lomelemu – dziekanowi i wiernemu słudze papieża, który przechodzi kryzys wiary i powołania.
Kiedy na konklawe przybywają wszyscy zaproszeni kardynałowie, a głosowanie ma się lada chwila rozpocząć, w Domu Świętej Marty pojawia się nieznany kardynał Benitez, którego zmarły papież nominował in pectore (w tajemnicy).
Zamknięci we wnętrzu Kaplicy Sykstyńskiej kardynałowie rozpoczynają żmudny proces głosowania, który mimo kolejnych prób, nie przynosi oczekiwanych rezultatów. Na jaw zaczynają wychodzić oszustwa, matactwa i brudy z przeszłości niektórych elektorów. Lomeli, starając się zachować dystans, nie wie czy pozostawić sprawy swojemu biegowi, czy wpłynąć na przebieg głosowania poprzez ujawnienie kompromitujących dokumentów, które udało mu się odkryć w apartamencie zmarłego papieża.
Mimo, że powieść kończy się dość przewidywalnie, to świat stworzony przez Harrisa wciąga jak cholera. Uwierzyłam mu, że to dzieje się naprawdę; że zostało mi dane uczestniczenie w wyborze głowy Kościoła. Podobnie jak kardynałowie, na tych kilka godzin lektury, byłam odcięta od świata. Smakowałam niepewność, żal i gorycz. Odkrywałam kolejne tajemnice, babrałam się w małych grzeszkach i większych grzechach. Nie wiedziałam, czyje imię wpiszę przed wrzuceniem kartki do urny.
„Konklawe” jest promowany jako thriller, chociaż osobiście nie zaliczyłabym go do tego gatunku. Akcja, owszem jest pełna napięcia, ale brakuje w niej sensacji. Nie znajdziemy tam również żadnych wątków kryminalnych. Jak dla mnie „Konklawe” jest powieścią psychologiczną z domieszką polityki. Szczerze powiedziawszy, spodziewałam się po niej czegoś innego. Może pedofilii? A może tajemniczego morderstwa w murach Bazyliki Świętego Piotra? Nie wiem, ale cieszę się, że autor tego nie zrobił. Bardzo cenię sobie profesjonalizm i cieszę się, że Harris z ogromnym dystansem i pieczołowitością, bez wywoływania zbędnego szumu opisał problemy współczesnego Kościoła, unikając zarazem jego oceny. Autor już na samym wstępie podkreślił, że książka jest fikcją literacką, a zbieżność z prawdziwymi postaciami jest przypadkowa. Uważam, że Robert Harris chciał po raz kolejny pokazać jak ogromną moc ma władza, potęga i pragnienie wpływów. Tym razem uniwersalny problem został odziany w świętość i purpurę. Sens jest jednak zawsze ten sam - tylko ten, kto jest odpowiednio przebiegły i wystarczająco silny, podporządkuje sobie innych.
Polecam „Konklawe” z naprawdę czystym sumieniem!
Anna Kantorczyk
(anna.kantorczyk@dlalejdis.pl)
Robert Harris, „Konklawe”, wyd. Albatros, Warszawa, 2017 r.
Komentarze