Po ostatnich lekturach, które czytałam – a były to reportaże więzienne, kryminały i nietrafione a’la pornole – marzyłam o lekturze miłej i lekkiej; rozgrzewającej serce jak pierwsza miłość i ciepłej jak flanelowy kocyk. I taką książkę właśnie znalazłam. „Koronkarka” Laury Frantz to spokojna i wyważona powieść historyczna, która oczarowuje już od pierwszej strony.
Rok 1775, Stany Zjednoczone Ameryki Północnej. Powietrze staje się ciężkie od wiszących w nim tajemnic i niedomówień. Nieuchronnie nadchodzi bunt, który z czasem okaże się początkiem wojny o niepodległość Stanów Zjednoczonych. Gorąca i niespokojna atmosfera udziela się również mieszkańcom Williamsburga w Wirginii.
Elizabeth Lawson – główna bohaterka powieści – pochodzi z arystokratycznych sfer. Jej ojciec jest zastępcą gubernatora, a polityczne koneksje odbijają się na prywatnym życiu dziewczyny. Kiedy wybuchają buntownicze niepokoje, lady Elisabeth zostaje opuszczona przez swoich najbliższych. Na domiar złego jej narzeczony zrywa zaręczyny, a rezydencja, w której przeżyła swoje młodzieńcze lata, zostaje zrujnowana. Na szczęście znajduje wsparcie w osobie Noble’a Rynallta, patrioty i buntownika. Elizabeth musi podjąć decyzję czy stanąć po stronie rewolucjonistów, czy pozostać wierną swoim korzeniom. Co więcej, doskonale wie, że każdy jej wybór będzie niósł za sobą nieprzyjemne konsekwencje…
Elisabeth z rozpieszczonej i bogatej jedynaczki zmienia się w pracowitą i silną kobietę o imieniu Libby. Jej postać na kartach książki przechodzi wewnętrzną przemianę, której symbolem jest zmiana imienia. Bohaterka jest niezwykle ujmująca i uosabia sobą – szeroko pojętą - siłę prawdziwej kobiecości. Pokusiłabym się o stwierdzenie, że jej postać została wykreowana na protoplastę ruchu feministek. Ach, gdyby dzisiejsze kobiety, tak zaciekle walczące o swoją pozycję, brały z niej przykład, świat z pewnością byłby piękniejszy…
„Koronkarka” Laury Frantz to niesamowita powieść o miłości, o zdradzie, o wojnie i o tym, jakie wartości w życiu są najważniejsze. Nie miałam najmniejszych problemów z tym, aby dać się porwać tej niezwykłej opowieści i wsiąknąć w wykreowany przez autorkę świat. Romantyzm i uczuciowość biją niemal z każdej strony. Niezwykle ujął mnie również sposób ukazania wiary w powieści – wiary żywej, prawdziwej, która przejawia się w postępowaniu bohaterów i ich podejściu do życia. Coś pięknego!
Bardzo gorąco polecam wam „Koronkarkę”. Ta powieść to solidna dawka optymizmu i ciepła w sam raz na chłodne, jesienne wieczory. Powieść uzmysławia nam, że pan Bóg, kiedy chce ofiarować nam prezent, bardzo często opakowuje go w różnorakie kłopoty - abyśmy już po otwarciu – potrafili docenić jego wartość.
Anna Stasiuk
(anna.stasiuk@dlalejdis.pl)
Laura Frantz, „Koronkarka”, Dreams, Rzeszów, 2019 r.
Komentarze