21 marca 2020. Kolejny dzień narodowej kwarantanny – niby taki sam, a jednak inny niż pozostałe. Tego dnia świat opuścił mój idol; duchowy mentor; człowiek, którego choć nie znałam, przestawił moje życie na lepsze tory – ksiądz Piotr Pawlukiewicz. Szczerze powiedziawszy, wiadomość ta nie była dla mnie ani smutna, ani zaskakująca. Po pierwsze, od dłuższego czasu ksiądz Piotr był poważnie chory, a po drugie – ten, kto go znał i słuchał powinien mieć gdzieś w sobie głębokie przekonanie, że trafił on w dużo lepsze miejsce niż ten ziemski padół łez.
Ksiądz Pawlukiewicz był niesłychanie mądrym człowiekiem, który potrafił najbardziej zawiłe sprawy wyłożyć w sposób zrozumiały, klarowny i prosty. Słuchając jego kazań miałam wrażenie, że potrafi wejść w ludzką duszę, zdiagnozować i przepisać odpowiednie remedium, którym zawsze był Bóg, choć dla każdego w innych dawkach. Był człowiekiem bezkompromisowym, twardym, który nie lubił się rozczulać i przejmować byle pierdołami. Uważał, że prawdziwy chrześcijanin powinien być wojownikiem, który w swoim życiu powinien walczyć o prawdę, o spokój, o wartości.
Książka „Księża na księżyc! Tylko co dalej?” to ostatnia książka księdza Piotra, która porusza szeroko pojętą tematykę kościoła. Ksiądz Piotr próbuje, z wrodzoną sobie rzetelnością, odpowiedzieć na wiele trudnych pytań. Czy polscy księża rzeczywiście są tak rozpasani, jak donoszą media? Skąd biorą się napięcia na linii kapłani – świeccy? Dlaczego noszenie sutanny jest swego rodzaju bohaterstwem? Czy można wierzyć w Boga, nie w kościół? Czy Jezus był antyklerykałem? I wreszcie – dlaczego musimy stawiać te wszystkie pytania?
My, świeccy – wierzący bądź nie – częstokroć postrzegamy kościół jako „zbiorowisko ludzi rozwiązłych, dogłębnie zmaterializowanych, nieliczących się z innymi ludźmi”. Obraz ten powielają filmy typu „Kler”, dokumenty braci Sekielskich oraz przeróżne reportaże, które utrwalają negatywny wizerunek kościoła w naszej ludzkiej świadomości. Jednak gdyby tej tematyce się przyjrzeć dokładniej, okazuje się, że problemy przedstawiane przez filmowców i dziennikarzy różnej maści dotyczą zaledwie promila wszystkich duchownych. Co więcej, okazuje się, że ta zła twarz duchowieństwa nie jest i nigdy nie była dominująca w kościele. Dlaczego więc ludzie widzą tylko ją? Dlaczego tak mało mówi się o wspaniałych, oddanych księżach; o uczciwych i poświęcających się Bogu siostrach zakonnych? Odpowiedź jest prosta: zło jest krzykliwe, bardziej rzuca się w oczy. Dobro jest proste, skromne i ciche.
Ksiądz Pawlukiewicz niezwykle uczciwie pisze o kościele; nie boi się trudnych tematów, nie nabiera wody w usta. Ze spokojem, który da się wyczuć pomiędzy wierszami, rozwagą, posługując się konkretnymi argumentami ksiądz stara się tłumaczyć źródła różnych zjawisk; wyjaśniać, dlaczego kościół jest tak ważny oraz opowiadać, jak naprawdę wygląda kapłaństwo.
„Księża na księżyc” to swego rodzaju vademecum trudnych spraw związanych z kościołem; spraw palących, które wymagają wyjaśnienia tu i teraz. Uważam, że pozycja ta jest pięknym podsumowaniem pięknego życia księdza Piotra. Każdy powinien ją przeczytać - wierzący, aby móc uświadomić sobie, jak wiele jest jeszcze do zrobienia i niewierzący po to, aby móc uświadomić sobie, jak wielkie dobro może płynąć z nielubianej przez nich instytucji.
Anna Stasiuk
(anna.stasiuk@dlalejdis.pl)
Piotr Pawlukiewicz, „Księża na księżyc”, Znak, Kraków, 2020.
Komentarze