„Lato leśnych ludzi” – recenzja

Recenzja książki „Lato leśnych ludzi”.
W gąszczu dwudziestowiecznej polszczyzny.

Zamykam książkę i znów jestem u siebie. Powrót z książkowej rzeczywistości do tej, w której żyję, jest zawsze dla mnie bardzo trudny. Tym razem było podobnie. Z szumiącego i pachnącego żywicą lasu wróciłam na śmierdzące blokowisko, woń poziomek została wyparta przez swąd spalonego obiadu sąsiada, a leśne ścieżynki pełne kwiatów zamieniły się w brukowane chodniki ozdobione psimi bobkami. Tak, to jest taka zamiana siekierki na kijek, ale każda powieść przecież się kiedyś kończy.

Maria Rodziewiczówna snuje opowieść o przyjaciołach, którzy spędzają lato w puszczy, w chatce nad jeziorem. Mimo, że każdy z bohaterów jest inny, to wszystkich łączy szeroko pojęta miłość do natury. Cała trójka żyje powoli. Nikt za niczym nie goni, nikt co chwilę nie zerka na zegarek i nie ma spraw do załatwienia. Mężczyźni obserwują przyrodę, uprawiają warzywa na niewielkim poletku, łowią ryby i z wielką troską zajmują się leśnymi zwierzątkami. Przyroda nie pozostaje im dłużna za ciężką pracę i wysiłek włożony w jej pielęgnację. Daje im to, co najlepsze – schronienie, pożywienie, piękno i przede wszystkim – święty spokój.

Powieść jest nudna i tego nie da się zamaskować niczym. Jednak czy zawsze czytamy książki dla wciągającej intrygi, niesamowitej fabuły lub nieszablonowych bohaterów? Otóż nie. Czasem pcha nas do tego coś zgoła innego – odmalowana rzeczywistość, barwny język, nostalgia.

Świat Marii Rodziewiczówny jest przesiąknięty latem, wilgocią mchu i promieniami słońca. Wszystko można tu dotknąć, powąchać, zobaczyć jeżeli ma się odpowiednią wyobraźnię. Niejednemu z nas trudności nastręczyć może polszczyzna, którą napisana jest książka. Rodziewiczówna pieczołowicie dba o język swojej powieści, starannie dobiera zwroty i wyrażenia. Nie można jednak zapomnieć, że powieść niedługo będzie obchodziła swoje stulecie i napisana jest dość archaicznie, dlatego też niewprawionym polecałabym podczas czytania mieć pod ręką słownik języka polskiego. Wyrazy takie jak: mitrężyć, chomąto, wirydarz czy marmuzele mogą sprawić nam nie lada trudności. Inne zaś… wywołać uśmiech. Ciężko się nie zaśmiać, czytając, że „leszczyna kutasiki otula”. Mimo wszystko należy pamiętać, że wyraz ten zanim nabrał wulgarnego sensu, oznaczał ozdobę z wici przypominającą pędzel.

Powieść uważam za niezwykle uroczą lekturkę na letnie dni. Ta niewielkiego formatu książka pozwala nam choć na chwilę oderwać się od codzienności i stać się jednym z leśnych ludzi. A żeby nim zostać, należy „zatracić lęk, gniew, wychować zaś w sobie, aż cię zupełnie ogarnie, miłowanie wszystkiego i wszystkich, co tu z tobą żyją i bywają pod bożym słońcem.” A propos… czy ta sentencja nie powinna zostać okrzyknięta najkrótszym poradnikiem świata o tym, jak zostać prawdziwym człowiekiem?

Anna Kantorczyk
(anna.kantorczyk@dlalejdis.pl)

Maria Rodziewiczówna, „Lato leśnych ludzi”, wyd. Mg, Kraków, 2016 r.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat