„Lekcje oddychania” – recenzja

Recenzja książki „Lekcje oddychania”.
Obowiązkowa lektura dla miłośników książek obyczajowych, skłaniająca do refleksji nad upływem czasu i starością.

„Lekcje oddychania” to powieść obyczajowa, po raz pierwszy wydana w roku 1988, w Polsce w 1997, teraz zaś odświeżona przez wydawnictwo Świat Książki. Autorka – Anne Tyler – rok po publikacji otrzymała za nią Nagrodę Pulitzera, a w latach dziewięćdziesiątych doczekała się przeniesienia fabuły na ekrany telewizorów. Fakty owe mogłyby wskazywać na to, że książka jest wyjątkowa, niebanalna i absolutnie olśniewająca. Czy rzeczywiście tak jest? Mam kłopot, żeby jednoznacznie stwierdzić „tak”, bądź „nie”.

Z tyłu okładki, obok cytatów z recenzji publikowanych przez znane gazety i zachwalających powieść, znalazł się całkiem obszerny jej opis. Dowiadujemy się, że otwierając książkę przyjdzie nam poznać historię małżonków z 28-letnim stażem, których charaktery doprowadzają do wielu starć, te z kolei przyczyniają się do refleksji nad dotychczasowym życiem i „pozwalają im na nowo docenić obecność ukochanej osoby”, a przy okazji bohaterowie „spotykają szereg ekscentrycznych postaci”. I w zasadzie to ostatnie przytoczone przeze mnie zdanie zachęciło mnie, by po „Lekcje oddychania” sięgnąć. Wyobraziłam sobie niekończącą się podróż samochodem, gęste powietrze, wzbijające się w górę kłęby kurzu, upał, skwar, dźwięki wiekowego samochodu oraz tych „ekscentrycznych” obcych – klaunów, starców bez ręki, za to z hakiem i papugą, ludzi na szczudłach, stare wróżbitki z zakrzywionym nosem, karłów... Krótko mówiąc, moja wyobraźnia pogalopowała daleko, daleko, zanim w ogóle otworzyłam książkę. I jak się wkrótce miało okazać, z przykrością musiałam przywołać ją do porządku.

Na wszelki wypadek zajrzałam do trzech różnych słowników (oraz Wikipedii), by sprawdzić, czy aby sama – w wyniku błędu – nie wpędziłam się w krainę wygórowanych oczekiwań. Na szczęście (albo niestety) słowniki potwierdziły moją wiedzę na temat znaczenia słowa „ekscentryczny”, które oznacza: odbiegający od normy, dziwaczny, oryginalny, ekstrawagancki. Nie wiem zatem kto układał opis tej książki i zastanawiam się, czy aby na pewno ją czytał. Bohaterowie spotykają bowiem różne postacie (przypadkowo tylko dwie, zaś reszta to ich znajomi), ale żadna z nich nie jest oryginalna czy dziwaczna. Chyba, że zgodzilibyśmy się wyznawać filozofię, wedle której każdy człowiek jest oryginalny i niepowtarzalny. Ale to nie czas na filozofowanie.

Powieść spełniła moje oczekiwania, jeśli chodzi o „klimat” historii – rzeczywiście jest duszny, upalny, pełen kurzu i promieni zawieszonego wysoko na niebie słońca, rażącego czytelnika w oczy. Charaktery głównych bohaterów są wyraziste, przy czym kobieta potrafi porządnie zirytować. Niejednokrotnie miałam ochotę zmaterializować się na chwilę w środku, w książce, by powiedzieć jej, co niej myślę. Ale i to zaliczam na plus, bo dobrze, żeby dzieło wzbudzało jakiekolwiek emocje – czy to zachwyt, czy to złość. Najgorzej jest wtedy gdy odbiorca pozostaje obojętny. Dalej podobała mi się również „filozofia małżeństwa”, jaka wynikała z historii oraz jej terapeutyczna funkcja. Te zaś rzeczy, które mi się zdecydowanie nie podobały, to brak zapowiedzianych dziwaków (a to przecież m.in. dla nich sięgnęłam po „Lekcje oddychania”), urwane zakończenie (nie lubię w ten sposób pozostawianych wątków), a także rozbieżność między wiekiem metrykalnym a mentalnym bohaterów. Trzeba mieć bowiem na uwadze, iż przedstawiona para jest koło pięćdziesiątki, a zachowuje się jakby była sporo po siedemdziesiątce i jej życie chyliłoby się ku końcowi. Czułam wewnętrzny bunt, jako że znam masę ludzi koło pięćdziesiątki, które nie są „dziadkami”. A bohaterowie „dziadkami” są. Może to kwestia ponad dwudziestu lat, które minęły od pierwszego wydania książki? Może świat zmienił się tak bardzo, że dziś możemy być wiecznie młodzi, jeśli tylko zechcemy? I nie można już porównywać tych dwóch, zupełnie innych rzeczywistości? Tylko jeśli przyjmiemy takie założenie, to po co było wydawać „Lekcje oddychania” ponownie? Zachęcam, byście na to pytanie odpowiedzieli sobie sami.

Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)

Anne Tyler, „Lekcje oddychania”, Warszawa, Świat Książki, 2014



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat