„Listy sprzed lat” – recenzja

Recenzja książki „Listy sprzed lat”.
Zlepek historyjek z „Chwili dla Ciebie”.

„Listy sprzed lat… Mega intrygujący tytuł” – pomyślałam sobie. Wszakże listy zawsze niosą ze sobą pewną tajemnicę. Pisał je Abelard do swojej uczennicy Heloizy, pisał je beznadziejnie zakochany Werter i pisał schorowany ośmioletni Oscar. Może i są nieco staroświecką formą utrzymywania kontaktów, jednak nie można odmówić im pewnej dozy romantyczności. Szczególnie, kiedy odkrywają coś, co już dawno temu zostało zapomniane…

W powieści Romy J. Fiszer, z którą notabene spotkałam się pierwszy i zapewne ostatni raz, mimo szumnego tytułu, zamieszczone są aż dwa listy! Reszta akcji to dziwne perypetie bohaterów, którzy są mdli niczym bezsmakowe kaszki dla dzieci.

Powieść rozpoczyna się kłótnią Iwony i Ewy – kiedyś przyjaciółek, teraz śmiertelnych wrogów. W ramach zemsty Ewa postanawia uwieść męża Iwony – Zygmunta, co zresztą udaje się jej bez trudu. Kiedy zdradzona kobieta dowiaduje się o występku ex – kumpeli, wkracza do jej domu równie spektakularnie jak detektyw Damian Petrow w czasie konfrontacji i zaczyna wyzywać ją od „zwykłych kurew”. Podczas ostrej wymiany zdań okazuje się, że Ewa jest umierająca i zostały jej trzy miesiące życia. I wtedy, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, kobiety zaczynają tulić się, całować i płakać, a to, że jedna drugiej uwiodła męża okazuje się nieważne i przechodzi do strefy niebytu. Od tej pory zaczyna się cukierkowa przyjaźń Ewy i Iwonki. Kobiety zamieszkują razem, dzielą się jedzeniem i wspomnieniami o mężczyznach, których posiadły, a także refleksjami o życiu i pożyciu. Kobiety wraz z Heńkiem wyjeżdżają nawet na wycieczkę na Kaszuby, podczas której opisują odwiedzane zabytki za pomocą definicji z Wikipedii. Wszystko jest tak sztuczne i naciąganie, że paradokumenty w TVN wydaja się być przy tym „samym życiem”.

Czytając powieść, po prostu zmęczyłam się. Zmęczyłam się jej infantylnością, płytkimi dialogami i tym, strasznym, topornym językiem, który nijak się ma do przedstawianej opowieści. Wtrącenia typu „Ale jesteście fajni!” czy „Wy naprawdę jesteście modelki – zarechotał Henryk” są po prostu straszne i do złudzenia przypominają stylistykę historyjek z „Chwili dla Ciebie”. Całe szczęście boków nie zerwałam, chociaż karuzela śmiechu (a raczej żenady) kręci się dalej…

I sprawdziło się znane powiedzenie, aby nie oceniać książki po okładce. Bo chociaż ta jest piękna, delikatna i niezwykle kobieca, to sama treść pozostawia wiele do życzenia.

Anna Stasiuk
(anna.stasiuk@dlalejdis.pl)

Roma J. Fiszer, „Listy sprzed lat”, Edipresse, Warszawa, 2018 r.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat