„Lodowe Piekło” – recenzja

Recenzja książki „Lodowe Piekło”.
Opowieść o głębokim pragnieniu życia.

Do przeczytania książki przekonał mnie oksymoron zawarty w tytule. Paradoks, prawda?  Z jednej strony „piekło” kojarzące się nam z żarem, gorącem i upałem, a z drugiej strony przymiotnik „lodowe”, który wywołuje gęsią skórkę…

Jestem osobą ciepłolubną. Kocham lato, a zimnych dni nie wyobrażam sobie bez swoich ukochanych papci, kocyka i kubeczka gorącej herbaty. Zima jest dla mnie porą roku, którą trzeba po prostu przeżyć. Góry odwiedzam, kiedy ma pewność, że nie zatopię się po kolanach w śniegu. Dlatego też byłam ciekawa historii ludzi, którzy w skutej lodem krainie, w ekstremalnych warunkach przetrwali aż 148 dni! Sama nie wytrzymałabym tam nawet tygodnia.

Powieść opowiada nam dwie historie, które przeplatają się ze sobą. Pierwsza z nich dotyczy samolotu C-53, który na wskutek złych warunków pogodowych rozbił się na Grenlandii. Wszystkim członkom załogi udało się ujść z życiem i nadać sygnał SOS. Niestety, wysłany na pomoc Grumman Duck podzielił los swojego poprzednika, powiększając liczbę rozbitków do 9 osób. Od tamtego momentu cała ekipa musiała spędzić prawie pół roku w okowach lodu. Druga historia dotyczy samego autora, który poznaje grupę chcącą sprowadzić do kraju zwłoki członków Grumman Ducka. W ten sposób Zuckoff przyłącza się do ekipy ekscentrycznego Lou Sapienzy i odkrywa tajemnice zaginionych samolotów.

„Lodowe Piekło” to powieść niezwykle intrygująca, a zarazem doskonale dopracowana na każdej płaszczyźnie. Z jednej strony jest ona rzetelnym i szczegółowym przekazem historycznym popartym licznymi zdjęciami, a z drugiej – opowieścią o ludzkiej kondycji i walce o życie, które samo w sobie okazuje się największą wartością.

Od razu po skończeniu lektury nasunęło mi się skojarzenie z filmem „Alive, dramat w Andach” opowiadającym o katastrofie samolotu przewożącego grupę rugbistów, którzy aby przeżyć musieli dopuszczać się aktów kanibalizmu. Bohaterowie opowieści Zuckoffa nie musieli posuwać się do tak radykalnych kroków, ponieważ co jakiś czas zrzucano im paczki z artykułami pierwszej potrzeby. Mimo wszystko dzielni lotnicy musieli zmagać się z niską temperaturą, śnieżnymi zawiejami, gangreną, a przede wszystkim – z upadkiem nadziei na ocalenie. Bohaterowie powieści przeszli prawdziwy egzamin z bycia człowiekiem, który według mnie zdali z wyróżnieniem. Gdyby nie braterstwo, wzajemne wsparcie, hart ducha i ogromna wiara w ocalenie, ta historia mogłaby potoczyć się zupełnie inaczej…

„Lodowe piekło” to nie tylko opowieść o ludziach, ale przede wszystkim o sile przyrody, której nie wolno lekceważyć. Moc, którą posiada natura, jest ogromna, a człowiek wraz ze swoimi ograniczeniami okazuje się być przy niej bez szans.

Uważam, że książka przypadnie do gustu nie tylko miłośnikom literatury faktu i zimowych eskapad, ale tym, którzy podczas lektury uwielbiają odgłos przyspieszającego tętna.

Polecam. Piekielnie.

Anna Kantorczyk
(anna.kantorczyk@dlalejdis.pl)

Mitchell Zuckoff, „Lodowe Piekło. Katastrofa na Grenlandii”, wyd. Znak, Kraków, 2016 r.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat