Ci, którzy spodziewali się wielowątkowej i rozbudowanej historii w stylu Martina, mogą czuć się zawiedzeni. „Lodowy smok” jest bowiem krótką historyjką pisaną raczej z myślą o młodym czytelniku, a jej przeczytanie nie powinno zająć więcej niż pół godziny.
Martin to autor, który raczej nie jest kojarzony z historiami dla dzieci czy młodzieży. Wymyślone przez niego uniwersum rządzi się prawem silniejszego, a historie się w nim toczące pełne są przemocy, seksu i innych dramatycznych szczegółów. W tej historii, jedynej w jego dorobku przeznaczonej dla młodszego czytelnika, Martin nie zrezygnował z motywów, po które sięgał przy okazji pisania innych powieści. Znajdziemy tu wielkie bitwy, groźne smoki oraz zło, które panoszy się w najlepsze. O czym tak właściwie jest ta nieco ponura książka?
Opowiadanie jest krótkim, bo zaledwie kilkuletnim, wycinkiem z życia małej Adary, która z ojcem i rodzeństwem mieszka w chacie gdzieś na północy. Dziewczynka przyszła na świat zimą, a jej matka zmarła przy porodzie. Adarę cechował emocjonalny chłód. Dziewczynka nie potrafiła okazywać bliskim uczuć; miała problem z wyrażaniem tego, co czuje. Nienawidziła lata i z utęsknieniem czekała na zimę. Uciekała wtedy z domu na długie godziny, aby budować domki ze śniegu oraz spotykać się z mitycznym lodowym smokiem, którego udało jej się oswoić. Dziewczynka uwielbiała spędzać czas w jego towarzystwie, a że nie odczuwała zimna, mogła dotykać smoczych, lodowych łusek bez ryzyka odmrożeń. Czy coś wam to przypomina? Bo mi owszem! Adara i jej smoczy przyjaciel są bardzo podobni do Czkawki i Szczerbatka z filmu „Jak wytresować smoka”. Może mają odrobinę więcej mroku.
Opowiastka, choć krótka, jest piękna, gdyż traktuje o odwadze, miłości, przyjaźni i poświęceniu, na jakie stać tylko nielicznych. Jej siła tkwi w prostocie, a piękno fabuły podkreślają ilustracje, których w książce jest więcej niż tekstu. Przepiękne czarno – białe rysunki przypominające szkice węglem autorstwa Luisa Royo zachwycają, cieszą oko i pobudzają wyobraźnię. Warto też zwrócić uwagę na cudowne wydanie samej książki – twarda i chropowata oprawa oraz żywe barwy zwracają na siebie uwagę.
Jak to mawia mój mąż – „fantastyki nigdy za wiele” – i akurat w tym przypadku ciężko mi się z nim nie zgodzić. O ile starym wyjadaczom książek z tego gatunku „Lodowy smok” niekoniecznie może przypaść do gustu, o tyle młodym nastolatkom wkraczającym w świat fantastyki – już tak. Warto zatem zakupić tę pozycję, aby móc razem ze swoimi pociechami cieszyć się wyśmienitą lekturą!
Anna Stasiuk
(anna.stasiuk@dlalejdis.pl)
George R.R. Martin, „Lodowy smok”, Zysk i S-ka, Poznań, 2019
Komentarze