Mało znam kobiet, które nie czytały trylogii „Jeździec Miedziany”. Książki rosyjskiej autorki, która wyemigrowała z rodziną do Stanów Zjednoczonych, podbiły serca czytelniczek na całym świecie, w tym w Polsce. Pamiętam szał, który ogarnął kobiety w mojej rodzinie! Książki Simons czytali wszyscy, a ciocia – jedyna posiadaczka całego kompletu – robiła na nie zapisy. Sama zresztą padłam ofiarą tej mody i kiedy wszyscy kładli się spać, podbierałam lekturę z sypialni śpiących rodziców, wychodziłam na taras i oddawałam się całonocnej lekturze.
„Łowca tygrysów” to romans, który otwiera trylogię „Kres Wieczności”. Książka nie jest typowym przedstawicielem gatunku – mamy tu obyczajówkę z elementami magii i mistycyzmu. Julian Cruz jest młody, przystojny i wiedzie dostatnie życie w Los Angeles. Jak sam twierdzi, jego życie nie mogłoby być lepsze. To, jak bardzo się myli, okazało się w chwili, gdy poznał na scenie dublerkę Josephine Collins. Miłość trafia w naszego bohatera z prędkością pocisku wystrzelonego z karabinu maszynowego, wywracając jego życie do góry nogami. Mężczyzna zakochał się tak bardzo, że pozostał głuchy nawet na przestrogi swojego najlepszego przyjaciela, który uważa, że z dziewczyną jest coś nie tak… Sielanka, sielanką, ale „nic nie może przecież wiecznie trwać”. Julian po trzech tygodniach znajomości oświadcza się ukochanej, a ona – choć to dla niej za szybko – przyjmuje oświadczyny i czyni szybkie przygotowania do ślubu. Niestety, okazuje się, że Josephine nie jest tym za kogo się podaje…
Do przeczytania „Łowcy tygrysów” zbierałam się kilka tygodni, a gdy wzięłam ją do rąk to po dwóch dniach było tak naprawdę po sprawie. Powieść czyta się bardzo szybko, chociaż początek strasznie mi się dłużył. Simons jest naprawdę dobra w opisywaniu ludzkich uczuć i emocji, a czytanie scen erotycznych – po ostatnich niemiłych doświadczeniach czytelniczych w tej kwestii – było czystą przyjemnością. Co prawda główni bohaterowie trochę mnie drażnili. Julian zachowuje się Tramp z „Zakochanego kundla”, zaś Josephine jak rozwydrzona egoistyczna panna, której wszystko się należy. Jednak gdy trochę przymknie się oko na te niedoskonałości, można mieć naprawdę sporą frajdę z lektury.
Powieść nie dorasta do pięt trylogii o „Jeźdźcu miedzianym”, ale nie zmienia to faktu, że czyta się ją wspaniale. To doskonała pozycja na lato. Autorka ma lekkie pióro, a w całość wplotła humorystyczne dialogi. Jestem ciekawa, jak dalej potoczą się losy Juliana i Josephine.
Anna Stasiuk
(anna.stasiuk@dlalejdis.pl)
Paullina Simons, „Łowca tygrysów”, wyd. Świat Książki, Warszawa, 2019 r.
Komentarze