„Łowca tygrysów” – recenzja

Recenzja książki „Łowca tygrysów”.
Czy nowa trylogia Paulliny Simons powtórzy sukces historii o Tatianie i Aleksandrze?

Mało znam kobiet, które nie czytały trylogii „Jeździec Miedziany”. Książki rosyjskiej autorki, która wyemigrowała z rodziną do Stanów Zjednoczonych, podbiły serca czytelniczek na całym świecie, w tym w Polsce. Pamiętam szał, który ogarnął kobiety w mojej rodzinie! Książki Simons czytali wszyscy, a ciocia – jedyna posiadaczka całego kompletu – robiła na nie zapisy. Sama zresztą padłam ofiarą tej mody i kiedy wszyscy kładli się spać, podbierałam lekturę z sypialni śpiących rodziców, wychodziłam na taras i oddawałam się całonocnej lekturze.

„Łowca tygrysów” to romans, który otwiera trylogię „Kres Wieczności”. Książka nie jest typowym przedstawicielem gatunku – mamy tu obyczajówkę z elementami magii i mistycyzmu. Julian Cruz jest młody, przystojny i wiedzie dostatnie życie w Los Angeles. Jak sam twierdzi, jego życie nie mogłoby być lepsze. To, jak bardzo się myli, okazało się w chwili, gdy poznał na scenie dublerkę Josephine Collins. Miłość trafia w naszego bohatera z prędkością pocisku wystrzelonego z karabinu maszynowego, wywracając jego życie do góry nogami. Mężczyzna zakochał się tak bardzo, że pozostał głuchy nawet na przestrogi swojego najlepszego przyjaciela, który uważa, że z dziewczyną jest coś nie tak… Sielanka, sielanką, ale „nic nie może przecież wiecznie trwać”. Julian po trzech tygodniach znajomości oświadcza się ukochanej, a ona – choć to dla niej za szybko – przyjmuje oświadczyny i czyni szybkie przygotowania do ślubu. Niestety, okazuje się, że Josephine nie jest tym za kogo się podaje…

Do przeczytania „Łowcy tygrysów” zbierałam się kilka tygodni, a gdy wzięłam ją do rąk to po dwóch dniach było tak naprawdę po sprawie. Powieść czyta się bardzo szybko, chociaż początek strasznie mi się dłużył. Simons jest naprawdę dobra w opisywaniu ludzkich uczuć i emocji, a czytanie scen erotycznych – po ostatnich niemiłych doświadczeniach czytelniczych w tej kwestii – było czystą przyjemnością. Co prawda główni bohaterowie trochę mnie drażnili. Julian zachowuje się Tramp z „Zakochanego kundla”, zaś Josephine jak rozwydrzona egoistyczna panna, której wszystko się należy. Jednak gdy trochę przymknie się oko na te niedoskonałości, można mieć naprawdę sporą frajdę z lektury.

Powieść nie dorasta do pięt trylogii o „Jeźdźcu miedzianym”, ale nie zmienia to faktu, że czyta się ją wspaniale. To doskonała pozycja na lato. Autorka ma lekkie pióro, a w całość wplotła humorystyczne dialogi. Jestem ciekawa, jak dalej potoczą się losy Juliana i Josephine.

Anna Stasiuk
(anna.stasiuk@dlalejdis.pl)

Paullina Simons, „Łowca tygrysów”, wyd. Świat Książki, Warszawa, 2019 r.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat