„Milcząca siostra” – recenzja

Recenzja książki „Milcząca siostra”.
Oto pojawiła się kolejna książka z cyklu „Kobiety to czytają!”.

Diane Chamberlain, autorka „Milczącej siostry”, to pisarka powieści obyczajowych, takich jak „Prawo matki”, „Kłamstwa” czy „W słusznej sprawie”. W każdej z książek zastanawia się nad relacjami międzyludzkimi, nierzadko rodzinnymi, nie bojąc się pisania o silnych emocjach i uczuciach, dzięki czemu powieści zyskują bardzo „kobiecy” charakter. Z tego też powodu objęto je patronatem klubu „Kobiety to czytają!”, którego ambasadorką została aktorka Magdalena Kumorek. Ideą klubu jest czytanie lektur, a potem wspólna dyskusja, umożliwiona nie tylko przez własne obserwacje i przemyślenia, ale również pytania zawarte z tyłu książki. W „Milczących siostrach” jest ich aż dziesięć.

Powieść została podzielona na trzy części, które pokrywają się z etapami odkrywania przez główną bohaterkę prawdy. My, czytelnicy, wiemy od niej trochę więcej, mamy bowiem wgląd w przeszłość dzięki rozdziałom retrospekcyjnym, przeplatającym się z tymi, które prezentują wydarzenia obecne. Pełni wiedzy nie osiągamy jednak aż do momentu, w którym osiągnie ją Riley, główna bohaterka. W tym kontekście możemy ją uznać za nasze oczy i uszy w powieści.

Całość książki to sześćdziesiąt króciutkich rozdziałów, wyłączając prolog i epilog. Każdy z nich podpisany został datą, dzięki czemu wiemy, czy mamy do czynienia w czasami współczesnymi, czy może z przeszłością, a także imieniem postaci, która jest jego bohaterem przewodnim. W tej plecionce perspektyw pojawią się dwie najważniejsze osoby: Riley oraz Lisa/Jade. Tę pierwszą poznajemy tuż po śmieci ojca, kiedy przyjeżdża do miasteczka z dzieciństwa, by wyprzedać drobiazgi znajdujące się w domu, a także zapoznać się z testamentem. Drugą początkowo mamy za starszą siostrę Riley, która nie wytrzymała presji bycia najlepszą skrzypaczką i w wieku siedemnastu lat popełniła samobójstwo. Czytając rozdziały retrospekcyjne, orientujemy się jednak, że nic nie jest takie, jak przypuszczaliśmy, a już na pewno sprawy mają się zupełnie inaczej, niż myśli główna bohaterka.

Pobocznymi wątkami są życia kilku osób: brata Riley – Danny’ego, przyjaciółki ojca – Jeannie oraz pary zamieszkującej należący do ojca kemping – Vernice i Toma Kyle. W każdym z nich jest pewna doza cierpienia, krzywdy tkwiącej niczym drzazga w palcu, wywodzącej się z odległej przeszłości. Bohaterowie zmagają się z innymi demonami, które gdzieś na poboczu głównej fabuły poznajemy. Niektóre z nich wiążą się wątkiem odkrywania prawdy o rodzinie Riley, co też pozwala nam uczynić krok w przód, inne wręcz przeciwnie – są tylko emocjonalnym dodatkiem, unoszącym nas na tafli już poznanych faktów.

Nazwanie powieści obyczajową jest bardzo dobrym zabiegiem. Ze swojej strony mogłabym co najwyżej zaakcentować rolę uczuć i emocji, gdyż jest ona dla „Milczącej siostry” niezwykle istotna i ściśle wiąże się z rozwiązaniem historii. Które mnie, choć oczywiście go nie zdradzę, nieco zawiodło. Zapewne znacie to uczucie, gdy oglądacie film lub kończycie czytać jakąś powieść i wasze serce chce innego zakończenia, umysł zaś innego. Serce pragnie, by wszystko było dobrze, pary się zeszły, rodziny ocalały, a zaginiony pies wrócił do domu. Umysł jednak wie, że to nie pasuje, że powinno być brutalnie i tragicznie, bo tak jest w życiu. Nie powiem wam, czy w przypadku najnowszej powieści Diane Chamberlain jestem zawiedziona, bo serce musiało płakać, czy też umysł nie mógł uwierzyć w takie rozwiązanie. Sami oceńcie, czy „Milcząca siostra” skończyła się najlepiej, jak mogła.

Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)

Diane Chamberlain, Milcząca siostra, Prószyński i S-ka, Warszawa 2015



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat