Jakie informacje są ważne, gdy próbuje się złapać seryjnego zabójcę? Przede wszystkim kim jest, a na drugim miejscu dlaczego morduje. Sprawa komplikuje się, gdy w odpowiedź na drugie pytanie uwikłanych jest sporo osób – tajemniczych, milczących, niechętnych do zwierzeń przed policją. Z taką sytuacją mamy do czynienia w powstałym na podstawie prawdziwej historii kryminale „Zagłuszony krzyk”. Mroczna tajemnica z przeszłości wiąże usta staremu policjantowi, szefowi okolicznego gangu oraz starej pijaczce. Co ich łączy i dlaczego informacja ta jest ważniejsza, niż życie kobiet? Szczególnie, że kobietami tymi są córki owego policjanta oraz szefa mafii.
W „Zagłuszonym krzyku” nic nie jest przypadkowe. Każda informacja powoli prowadzi nas do rozwiązania. Początkowo poznajemy sposób planowania zbrodni oraz samego aktu mordowania, później wprowadzeni zostajemy w świat bohaterów – policji oraz dziennikarza, by wraz z nimi stąpać po cienkiej lince łączącej pierwsze zabójstwo ze złapaniem sprawcy. Po drodze czytamy wiersze, w których wyznaje on swoje zbrodnie, podaje imiona kobiet, z którymi nie udało mu się skończyć oraz zapowiada kolejne kroki. Wiersze są o tyle ważne, że to w oparciu o nie powstała cała książka. Neil White, zainspirowany ich treścią, postanowił napisać powieść. W rzeczywistości należały do Dennisa Radera, jednego z najsłynniejszych amerykańskich seryjnych morderców, aresztowanego w 2005 roku. W jego historii najbardziej przerażającym jest fakt, iż mężczyzna był niepozornym, wręcz modelowym obywatelem. Udzielał się w swojej społeczności, był towarzyski i zorganizowany. Innymi słowy: był jak każdy z nas, a także… jak sąsiad, który mieszka w mieszkaniu obok.
Czytanie książki, która w pewnym stopniu ociera się o rzeczywistość (historię prawdziwą i nie tak odległą), sprawia, że inaczej podchodzimy do przedstawionych zdarzeń. Bardziej analizuje się zachowania, pilniej wczytuje w treść złowrogich wierszy, mocniej przeżywa niepowodzenia policji. Zaczynając każdy kolejny rozdział, cały czas w głowie rozbrzmiewa nam głos przypominający, że to się wydarzyło naprawdę i że może się wydarzyć wszędzie i zawsze. Być może mijamy kogoś o podobnie pokrętnym umyśle właśnie teraz, idąc przez miasto z książką w ręku. Zaczynamy głębiej zastanawiać się nad sposobem uśmiechu sprzedawcy, który wydaje nam resztę. Uświadamiamy sobie, że świat nie jest bezpieczny. Nie wystarczy uważać, bo tamte kobiety – ofiary – także uważały. Nie znając sekretów, które skrywa nasza rodzina, nie potrafimy uchronić samych siebie. Rodzice milczą, by sobie nie zaszkodzić, by nas nie zrazić i nie oddalić od siebie. Swoim milczeniem skazują nas jednak na śmierć. Co więcej, skazali nas na nią jeszcze przed narodzinami…
Trudno nazwać lekturę „Zagłuszonego krzyku” rozrywką. Wprawia nas bowiem w trwogę, smutek i nostalgię. Pomiędzy opisami brutalnych morderstw oraz tajemniczymi wierszami, przedstawione nam zostają rozterki, a potem wielka rozpacz rodziców. Twardych na co dzień mężczyzn, muszących zderzyć się z wieścią o śmierci córek. Mdlejących, słabych, wykończonych życiem kobiet, które tracą nadzieję na złapanie sprawcy. Najbardziej znamienna jest pod tym względem końcowa scena w magazynie. „Zagłuszony krzyk” trzeba traktować jako dobrą, choć przerażająco realną książkę, a po przeczytaniu jej wrócić do własnego, zwykłego życia. Życia przepełnionego ciepłem i radością, a dalekiego od płaczu nad stratą bliskich w tak okrutny sposób.
Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)
Neil White, „Zagłuszyć krzyk”, Amber, Warszawa 2013
Komentarze