Święta to dla każdego z nas piękny czas. Zapach potraw i ciast wypełnia dom, prezenty leżą pod choinką, śnieg skrzy pod nogami, mróz maluje na szybach przepiękne esy – floresy, ludzi ogarnia spokój… A co, kiedy ten idealny stan zakłóci morderstwo?
Graham Elstow – typ, o którym chciałoby się rzec, „sukinkot jakich mało” – zostaje znaleziony martwy w domu swoich teściów. Pastor George i pastorowa Marian nieszczególnie opłakują swojego zięcia, który od kilku miesięcy maltretował ich ukochaną córkę Joannę. Wszystkie poszlaki i dowody wskazują, że sprawcą zbrodni jest ktoś z rodziny lub blisko z nią związany. Niestety labirynt dziwnych relacji, dawanych sobie nawzajem alibi, najróżniejszych motywów i własnych demonów, z którymi borykają się poszczególni członkowie rodziny, okazuje się zbyt trudny, aby móc rozwikłać na pozór banalną sprawę. Na szczęście skrupulatność inspektora Lloyda i spostrzegawczość sierżant Judy pozwala rozwiązać zagadkę brutalnego morderstwa na plebanii.
Mnie przede wszystkim urzekł klimat tej powieści, który w dużej mierze opiera się na kontrastach. Wigilijna noc jest wyjątkowa - to właśnie wtedy według legend zwierzęta przemawiały ludzkim głosem, a woda w rzekach i jeziorach zamieniała się w płynne złoto - tymczasem akurat wtedy dochodzi do zabójstwa. Jakby tego było mało, wszystko dzieje się na plebanii, czyli w miejscu, kojarzącym się z kościołem, świętością, Bogiem. Smaczku całej powieści dodaje atmosfera brytyjskiej prowincji, pozorny purytanizm mieszkańców oraz zakazany romans detektywów, którzy mimo różnic - doskonale się dopełniają.
„Morderstwo na starej plebanii” przywodzi mi na myśl stare, dobre kryminały mistrzyni Agathy Christie. Mamy tu piekielnie inteligentną zagadkę i bardzo wąski krąg podejrzanych, który wcale nie pomaga w wytypowaniu sprawcy ze względu na pojawiające się co i rusz nowe wątki i dziwne powiązania. Mimo zbieżności tytułów (bo jak wiadomo Christie również napisała „Morderstwo na plebanii”), powieść Jill McGown bardziej przypomina mi „Dziesięciu Murzynków” lub „Morderstwo w Orient Expressie”.
Uważam, że „Morderstwo na starej plebanii” to utwór, który powinien przeczytać każdy miłośnik kryminałów. Powieść czyta się znakomicie; wręcz pożera się kolejne strony, aby móc jak najszybciej odpowiedzieć na kluczowe pytanie:
Kto zabił?
Anna Stasiuk
(anna.stasiuk@dlalejdis.pl)
Jill McGown, „Morderstwo na starej plebanii”, wyd. Zysk i S-ka, Poznań, 2017 r.
Komentarze