Książki można podzielić na wiele sposobów. Jednym z nich jest opozycja ciekawa-nieciekawa, przy czym tę pierwszą kategorię rozkłada się dodatkowo na realistyczna-nierealistyczna. Jeżeli spełnione zostaje i pierwsze i drugie założenie, można mówić, że książka wciąga czytelnika do swojego świata i daje mu wrażenie współuczestnictwa w akcji. „Rzeźbiarz” Gregory’ego Funaro zdecydowanie jest taką książką.
Do tej pory spotykałyśmy się z różnymi motywami zabijania – zazdrością, nienawiścią, zemstą, niespełnioną miłością, chęcią zysku… Rzadko jednak trafiamy na człowieka, który ludzkie ciała traktuje wyłącznie jak materiał. Nie jest mordercą, ale artystą – Rzeźbiarzem. W toku akcji powieści zawód ten nabiera innego, złowrogiego znaczenia. Czytelnik wyczuwa pewnego rodzaju podniosłość. Przestaje myśleć o mężczyźnie z artystyczną duszą i rozczochranymi włosami, a wyobraża sobie, jak mogły wyglądać (i co mogły czuć) ofiary seryjnego mordercy w rzeczywistości. Co ważne, obrazy zostają w głowie jeszcze na długi czas po przeczytaniu książki. Dla miłośników horrorów to prawdziwy skarb, dla pozostałych mały problem, szczególnie że coraz szybciej robi się na dworze ciemno. Podczas czytania odkrywamy także, że Bachus, Pieta i Dawid nie są już tylko eksponatami. To idealnie wypatroszone, zakonserwowane i wymodelowane ciała, które mają obudzić świat. „Rzeźbiarz” jasno daje nam do zrozumienia, że współcześni ludzie są wypaczeni, powierzchowni, kierują się złymi wartościami i nie potrafią cenić tego, co naprawdę ważne. Naszą misją jest zatem zastanowić się nad sobą, a misją głównego bohatera – zmiana rzeczywistości. Mężczyzna musi wydobyć nas z kamienia, jak wieki wcześniej robił to ze swymi dziełami Michał Anioł.
Poznajemy Rzeźbiarza, który jest opanowany, spokojny, niezwykle inteligentny, sprytny, zdeterminowany i ambitny. To ktoś w rodzaju Hannibala Lectera. Ktoś, kto może nas przerażać i obrzydzać, ale w pewien sposób będzie wzbudzał nasz szacunek czy uznanie. Dodatkowo mamy okazję powrócić do jego dzieciństwa, kiedy to matka „zadbała”, by miał błędne pojęcie o świecie. Pod pozorem „matczynej miłości”, wykorzystywała małego Christiana do zaspakajania własnych potrzeb. Widzimy drogę, którą musiał przebyć, by ostatecznie odkryć swą misję i przemienić się w Rzeźbiarza. Tu zdecydowanie otwiera się przed czytelnikami portal, dzięki któremu możemy wskoczyć jeszcze głębiej – wprost do opisywanej przeszłości. Zaczynamy podążać za bohaterem. Idziemy niepewnie, stawiamy ciche kroki, bojąc się, że nas zauważy. Stajemy w kącie pokoju, w którym matka dotyka swego syna. Obserwujemy, jak kładzie się obok niego, każe dotykać jej ciała, by ostatecznie odbyć z chłopcem stosunek. Mały Chris – przyszły seryjny morderca – doskonale odrabia swoją lekcję. Uczy się, że „w ten sposób” kocha się tylko matkę. Potem życie weryfikuje nieco jego poglądy, dopuszczając do strefy erotycznej także mężczyzn. Chłopiec czuje bowiem, że coś się z nim dzieje, gdy patrzy na nagie ciało Jezusa, zaklęte w Piecie Michała Anioła. Odbiera przekaz. Wie, co będzie musiał robić. My w tym czasie powoli się wycofujemy, głęboko wzdychamy i przewracamy kartkę, by powrócić do teraźniejszości i nieco ochłonąć po serii mrożących krew w żyłach opisów.
Najbardziej przerażające jest jednak to, że Rzeźbiarza może spotkać każda z nas. W drodze do szkoły, pracy czy nawet po bułki do sklepu mijamy niezliczoną ilość ludzi. Patrzymy im w oczy, ale nie wiemy, co się za nimi kryje. O czym myślą? Co sobie wyobrażają? Nie mamy pojęcia, co przeszli w dzieciństwie, jak zostali wychowani i co chowają w swych domach czy piwnicach. Czy ich uśmiech jest formą flirtu, czy haczykiem na końcu długiej żyłki, która pociągnie was wprost do pieczary szaleńca? To oczywiste rzeczy, ale rzadko kiedy zdajemy sobie z nich sprawę. Nikt nie zastanawia się, gdzie za dnia czai się zło, póki coś się nie wydarzy. „Rzeźbiarz” uświadamia nam, że świat nie jest bezwzględnie dobry i nie wolno wszystkim bezgranicznie ufać. To książka, która nie tylko dostarcza rozrywki i adrenaliny, ale także w dość przykry, straszny sposób pokazuje otaczającą nas rzeczywistość. Dzięki złudnej realności i umiejętnościom autora do „ożywiania” wydarzeń, nic nie jest oczywiste. Fikcja literacka miesza się z codziennością i nie daje spokojnie zasnąć. Dla osób, które lubią horrory, ta pozycja jest bezwzględnie obowiązkowa. Dla tych, którzy jeszcze się zastanawiają, napiszę tylko że warto – chociażby ze względu na krytyczne spojrzenie na świat.
Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)
Gregory Funaro, „Rzeźbiarz”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2012
Komentarze