„Moriarty” – recenzja

Recenzja książki „Moriarty”.
Artur Conan Doyle przewraca się w grobie. Oto, na naszych oczach, wyrosła mu poważna konkurencja.

W swoim życiu przeczytałam wiele powieści detektywistycznych, począwszy od tych autorstwa królowej Christie, a skończywszy na napisanych chociażby przez naszą rodaczkę – Joannę Chmielewską. Od zawsze też byłam fanką Doyle’a i wykreowanej przez niego postaci Sherloka Holmesa. Pamiętam czasy, kiedy jako nastolatka zaczytywałam się w „Znaku Czterech” albo „Psie Baskerville’ów” i z nieukrywanym napięciem oraz wypiekami na twarzy śledziłam losy bohaterów. Kiedy przeczytałam wszystkie książki jego autorstwa, czułam ogromny zawód, że najlepsze lektury mam już za sobą…

Myślałam tak dopóki, dopóty nie wzięłam do rąk najpierw powieści „Dom Jedwabny”, a następnie „Moriarty”. Nie ukrywam, że podeszłam do nich ze sporą dozą niechęci, bo w moim błędnym mniemaniu nikt nie mógł dorosnąć do pięt ani Doyle’owi, ani Christie. Jakże fantastycznie się rozczarowałam!

Anthony Horowitz w swojej najnowszej książce z jednej strony kontynuuje spuściznę, którą pozostawił po sobie Doyle, a z drugiej - dobitnie zaznacza swój indywidualizm, odcinając się od osławionego Sherloka Holmesa.

A o nim chyba słyszał każdy. Rozgłos, który zapewnił sobie dzięki umiejętnościom dedukcyjnego myślenia oraz błyskotliwości, przyćmiły geniusz jego wroga - profesora Moriarty’ego. Był on postacią enigmatyczną i ciężką do rozgryzienia, jakby niedokończoną… Ten wspaniały matematyk, ucieleśnienie zła i sprytny hochsztapler spychany zawsze gdzieś na bok, odzyskał należne mu miejsce. Jego postać okazuje się kluczem do całej powieści.

Holmes w niewyjaśnionych okolicznościach ginie wraz z Moriartym podczas starcia nad wodospadem Reichenbach. Kiedy cały Scotland Yard opłakuje śmierć detektywa, londyński półświatek zaciera ręce z radości. Niestety, nie trwa to długo, gdyż okazuje się, że kontrolę nad gangami ma przejąć nijaki Clarence Devereux – bezwzględny kryminalista z Nowego Jorku. Jego niecne plany chce pokrzyżować Frederick Chase – śledczy z Agencji Detektywistycznej Pinkertona. W dochodzeniu pomaga mu inspektor Athelney Jones, który widzi w całej sprawie swoją szansę dorównania Holmesowi. Cała sprawa zaczyna nabierać rozmachu, kiedy mężczyźni odwiedzają dom pana Lavelle’a – biznesmena o wątpliwej reputacji. Wkrótce po tym wydarzeniu gospodarz domu wraz ze służbą zostają znalezieni martwi. Podjęty przez detektywów trop prowadzi wprost do amerykańskiej ambasady, w której nie wszyscy są tymi, za których się podają…

Książka do samego końca trzyma w napięciu, a język, którym została napisana dodaje jej niepowtarzalnego klimatu. Jak przy czytaniu każdej powieści kryminalnej czy detektywistycznej starałam się odgadnąć jej finał. Tym razem mi się nie udało! Nigdy nie spodziewałam się takiego zakończenia.

Lekturę gorąco polecam wszystkim, którzy szukają w literaturze emocjonującej i mrożącej krew w żyłach przygody.

Anna Kantorczyk
(anna.kantorczyk@dlalejdis.pl)

Anthony Horowitz, „Moriarty”’, wyd. Rebis, Poznań, 2015 r.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat