Skoro kobieta może być na krańcu świata, to czemuż nie może znaleźć się tam rasowy historyk z mentalnością Sherlocka Holmesa? No właśnie, a propos podróżowania. Gdybyśmy mieli wskazać jakieś kryteria, którymi kierują się turyści przy wyborze miejsc wycieczkowych, na pewno wśród nich znaleźlibyśmy: cenę (koniecznie niska), pogodę (najlepiej 35º w cieniu), popularność (Egipt musi odwiedzić każdy) oraz atrakcyjność (mnóstwo open barów z drinkami). Tymczasem Davis twierdzi, że „rzekomi specjaliści, którzy układają listy swoich dziesięciu czy dwudziestu najlepszych przewodników turystycznych wszech czasów niemal zawsze ignorują to, co jest dla tego gatunku najważniejsze”. Chodzi oczywiście o historię.
Powstanie kolejnej książki Normana Davisa – wybitnego historyka - było pokłosiem jego wyprawy, którą odbył w 2014 r. Jeżeli ktoś czytał jego powieści, chociażby „Europę” czy „Powstanie ‘44”, zauważy odejście autora od klasycznej narracji historycznej na rzecz połączenia reportażu z wyraźnie wybrzmiewającą nutą przeszłości, która do tej pory kojarzyła mi się głównie z Ryszardem Kapuścińskim.
O czym jest ta książka? Każdy z 14-tu rozdziałów skupia się na jakimś konkretnym rejonie geograficznym stanowiącym pretekst do analizowania problemów współczesności, które ciągle tkwią w historycznym labiryncie. Mnie podobały się najbardziej rozdziały poświęcone kolonizacji Azji o Oceanii oraz Indiom, gdzie nadal funkcjonuje system kastowy, a gwałty kobiet (a nawet małych dziewczynek) i stosowanie przemocy są na porządku dziennym. Davies z charakterystyczną dlań ironią rozprawia się z mitami, w których kochają się ludy stawiające siebie na samym szczycie dziejowych przemian; lubujące się we własnej wielkości i potędze. Z lekkością i gracją wyciąga niewygodne fakty igrając z nimi niczym z ogniem.
Podsumowaniem zamiłowań historyka jest kończący powieść wykład Daviesa, który został wygłoszony przez niego w Cambridge w 2012 r. Można powiedzieć, że jest on rozliczeniem z przeszłością i apelem zarazem, który nakłania do porzucenia historii zbyt upolitycznionej; zbyt szczegółowej, ale i tej traktowanej zbyt powierzchownie.
Mimo upływu lat Davies ciągle mnie zaskakuje. Dzięki niemu historia jest dla mnie zawsze czymś nowym i świeżym; okazuje się, że w historii nie istnieje nuda ani pustka; że za każdym razem można wyciągnąć z niej coś innego i nieznanego. Gorąco polecam wszystkim pasjonatom i miłośnikom różnorakich wojaży.
Anna Stasiuk
(anna.stasiuk@dlalejdis.pl)
Norman Davies, „Na krańce świata. Podróż historyka przez historię”, wyd. Znak, Kraków, 2017 r.
Komentarze