Zanim wzięłam do rąk książkę pana Krzysztofa Numpsy, zasięgnęłam opinii innych ludzi. Przeczytałam wiele negatywnych recenzji książki, jednak postanowiłam podjąć wyzwanie i przeczytać ją. Niestety, mimo szczerych chęci, będę musiała dołączyć do licznego grona internautów, którzy ocenili książkę negatywnie.
„Na krawędzi” opowiada historię irlandzkiego taksówkarza – Damiana, który pomiędzy jazdą samochodem, a melanżami ze swoją żoną oddaje się rozmyślaniom na temat życia, świata i swojej przeszłości. Ponieważ chłopak nie zaznał szczęścia w swojej ojczyźnie, postanowił poszukać go za granicą. Jak się okazało, z marnym skutkiem.
Główny bohater powieści to psychopata z krwi i kości. Dręczy go nie tylko nienawiść do ludzi oraz swoje niepowodzenia, ale także nękające go zewsząd demony młodości, do których wraca w czasie swoich pijackich ciągów. Podczas rozmyślań za swoje cierpienie wini wszystkich dookoła, tylko nie siebie. System nie taki, ludzie źli, warunki niesprzyjające. To najłatwiejsza droga, żeby usprawiedliwić siebie z życiowych klęsk. Mimo tego, że bohater cierpi z powodu szeroko pojętej „niesprawiedliwości”, sam nie robi nic, aby to zmienić. Za to chętnie oddaje się erotycznym marzeniom. Jedyne, na co go stać to przywoływanie tych chwil ze swojej przeszłości, w których albo uprawiał różne zboczenia, albo wyrządzał krzywdę innym. Podnieca go wspomnienie półprzytomnych nastolatek, z którymi uprawiał bezpruderyjny, grupowy seks. Cieszy go myśl o starszej koleżance siostry, której jako dwunastolatek wchodził pod sukienkę. Z nieskrywaną radością opowiada czytelnikom o pijatyce podczas wycieczki do Auschwitz oraz o doprowadzeniu swojego kolegi z klasy na skraj obłędu. Czy tak postępuje człowiek, który ma w sobie chociaż krztę empatii? Nie sądzę. Owszem, wielokrotnie jest wspomniane, że to wizja świata spaczonego umysłu, który nie umie poradzić sobie z codziennością. Jednak nie wierzę, że człowiek, nawet borykający się z psychicznymi problemami, może być aż tak okrutny!
Mimo tego, że na samą myśl o Azjatkach z porno oraz koleżanek od brutalnego seksu, bohater dostaje wzwodu, to zarzeka się, że nad życie kocha swoją żonę. Ta zresztą, podczas kilkudniowego chlania, równo dotrzymuje mu kroku. Na końcu okazuje się, że ukochana jest śmiertelnie chora, co wywołuje w bohaterze coś w rodzaju starogreckiego katharsis. Zaczyna przeglądać przeróżne internetowe strony i znajduje receptę na zło tego świata – religię, która zezwala na samobójstwo. Postanawia wraz ze swoją żoną pogrążyć się w dżinizmie, czyli we wspólnym zagłodzeniu się na śmierć.
Po przeczytaniu książki czułam się zdegustowana i uważam, że zaliczenie jej do literatury jest co najmniej zbrodnią. Opisy ohydnego, ociekającego spermą seksu i alkoholowych ekscesów spowodowały, ze czułam się zniesmaczona i urażona. Erotyka potrafi być piękna, jeżeli jest odpowiednio opisana. W tej książce zamiast niej dostałam brutalne sceny rodem z burdelu i czasopism pornograficznych. Moje obrzydzenie do bohatera potęguje jego słabość, niezaradność, nieumiejętność okazywania miłości. Owszem, miłość wymaga ofiary, ale jeżeli jej wyraz ma przybrać postać wspólnej śmierci głodowej, to ja podziękuję. W takim razie wolę żyć bez niej.
Anna Kantorczyk
(anna.kantorczyk@dlalejdis.pl)
Krzysztof Numpsa, „Na Krawędzi”, wyd. Novae Res, Gdynia, 2014
Komentarze