Na tropie kwiatowego zabójcy

Recenzja książki „Ukryta głębia”.
Małe miasteczko, liczne powiązania między mieszkańcami i niecodzienne, udekorowane kwiatami miejsca zbrodni. Czy detektyw Vera poradzi sobie z rozwiązaniem tej zagadki?

Detektyw Vera to stanowcza, inteligentna kobieta, która nie boi się wyzwań i wierzy, że rozwikła każdą sprawę. To także postać wiążąca serię książek Ann Cleeves, na której podstawie wyreżyserowano serial. W powieści pod tytułem „Ukryta prawda” detektyw spotyka się z zabójstwem młodego i pięknego, choć zaburzonego psychicznie nastolatka, którego matka znalazła uduszonego w wannie. Zbrodnia nie byłaby pewnie tak szokująca, gdyby nie fakt, iż ktoś pozbierał główki polnych kwiatów i ułożył je na wodzie, tworząc wielobarwny kolaż. W niedługim czasie, po drugiej stronie miasta, paczka przyjaciół odkrywa przy brzegu morza kolejne ciało, tym razem atrakcyjnej młodej studentki. Czy detektyw Vera powiąże te sprawy? Od czego zacznie złapanie zabójcy?

O to, czy detektyw sobie poradzi, nie ma najmniejszego sensu się bać. Ann Cleeves stworzyła bowiem postać Very bardzo dokładnie. Choć mogłoby się wydawać, że najwdzięczniejszym bohaterem jakiejkolwiek powieści kryminalnej będzie przystojny detektyw (spójrzmy na filmowego Sherlocka Holmesa) lub długonoga, jasnowłosa, a przy tym piekielnie inteligentna piękność, Cleeves postawiła na całkowite przeciwieństwo. Jej bohaterka jest dość stara, samotna, bezdzietna, gruba, a do tego nie ma kondycji i przyjaciół. Nie stroni od alkoholu, a w pracy budzi respekt graniczący z postrachem. Jest jednak rzetelna i drobiazgowa, nieustępliwa oraz cholernie uparta. I ciekawa, czy raczej ciekawska. Wszystkie te cechy charakteru pozwalają jej na rozwiązywanie spraw, które inni odpuściliby znacznie szybciej. Zamiast siedzieć w biurze i łączyć fakty, woli działać w terenie, przepytywać ludzi, oglądać miejsca zbrodni. Nie ufa skuteczności swoich podwładnych, więc dopóki może, pracuje jako samotnik. I choć często bywa za to upominana, nie przejmuje się. Skoro rozwiązuje sprawy i odpowiada na trudne pytania, nikt nie może jej niczego zarzucić.

Przez całą książkę akcja „Ukrytej głębi” jest statyczna, a pod koniec przyspiesza, jak smagnięty biczem koń. I jest to uczucie cudowne. Kto zabił? Czy go złapią? Dlaczego to zrobił? Odpowiedzi na pytania chce się znać jak najszybciej. Cleeves nie każe długo czekać. Niemalże od razu po przyspieszeniu akcji otrzymujemy wszelkie informacje, łącznie z wytłumaczeniem i omówieniem motywów zbrodniarza przez detektyw Verę.

Podejrzanych było sporo, w zasadzie każdy mógł to zrobić, zabić. Czytając „Ukrytą głębię” odbiorca sam typuje, szuka powiązań. Cleeves dała mu tę możliwość. Sprawiła, że my także jesteśmy częścią ekipy poszukiwawczej, detektywem na tropie zabójcy. I kiedy okaże się, kto tak naprawdę zabił, będziemy mogli postawić nowe pytania: Czy dało się to przewidzieć? Czy właśnie tę osobę typowałam/łem? Jednak by je zadać, należy najpierw przeczytać „Ukrytą głębię” – książkę, która sprawi, że przez kilka wieczorów będziemy prawdziwymi detektywami na szlaku zbrodni.

Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)

Ann Cleeves, „Ukryta głębia”, Amber, Warszawa 2013



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat