„Miał zamiar tylko się wyszaleć, nasycić, a potem wrócić do domu oczyszczony, oprzytomniały, uspokojony.” To miał być niewinny flircik, nic nieznaczący romansik; magiczne drzwiczki, które miały zaprowadzić go do nowego życia, a które teraz z impetem trzaskały mu w głowie na myśl o powrocie do domu…
Jan i Ingrid są małżeństwem od dwudziestu pięciu lat. Mieszkają w willi z ogródkiem razem z dwoma synami, którzy mimo dorosłości na karku są rozwydrzeni i nigdy w życiu nie zhańbili swoich rąk jakąkolwiek pracą. Ingrid, mimo spokojnego i dostatniego życia, czuje się znudzona, a praca w szkole stała się dla niej udręką. Z kolei Jan niespodziewanie awansuje na naczelnika wydziału w ministerstwie. Wyróżnienie i nowa, wyższa pensja działają na niego jak zastrzyk z kofeiną. W mężczyźnie budzi się nie tylko nowy zapał, witalny duch, ale też… pożądanie do Hanne, dużo młodszej współpracownicy. Jak zakończy się ten miłosny trójkąt?
„Nie, po prostu nie” to powieść, w której każdy z bohaterów jest maksymalnie autentyczny, a z drugiej strony – każdy udaje kogoś, kim nie jest. Ingrid w kontaktach z mężem zgrywa twardzielkę; wydaje się być tą bardziej racjonalną stroną – podtyka mu pod nos dokumenty separacyjne i załatwia wszelkie kwestie formalne. W rzeczywistości jednak śpi w aucie, załatwia się pod krzakiem w ogródku i chowa przed teściową pod łóżkiem. Hannah to zdesperowana panna nie najmłodszego już sortu, która z jednej strony gardzi instytucją rodziny, z drugiej – obsesyjnie pragnie ją mieć, panicznie rozglądając się za kimś, z kim mogłaby związać się na dłużej niż jedną noc. Kiedy poznaje Jana, robi wszystko, by zagarnąć go dla siebie. Gardzi jego żoną, ale potrafi wziąć garść psychotropów i urządzić sobie spacer do miejsca, w którym ta pracuje. Jan z kolei, z pięćdziesiątką na karku, nie potrafi unieść konsekwencji decyzji, które sam podjął. Nie zachowuje się on jak dojrzały mężczyzna, ale jak głupiutki nastolatek, który doznawszy życiowego zawodu biegnie wypłakać się psychologowi za tysiąc czterysta koron. Zgrywa jednak poważnego i racjonalnego pana urzędnika.
Powieść Niny Lykke nie nastraja pozytywnie, ale nie taki jest zresztą jej cel. „Nie, po prostu nie” to smutna diagnoza kondycji współczesnego człowieka, a ta, niestety, nie wypada najlepiej. Lykke pokazuje nam z jednej strony do czego może doprowadzić rutyna i obojętność w związku, a z drugiej, że niemożliwe jest zbudowanie swojego szczęścia na czyimś nieszczęściu. Zmiana partnera, nawet na młodszego i atrakcyjniejszego, przynosi tylko złudne poczucie szczęścia i chwilową ulgę, a w rzeczywistości okazuje się być przedsionkiem prowadzącym do piekła własnego sumienia.
Książka jest fenomenalna. Polecam ją każdemu, ku przestrodze.
Anna Stasiuk
(anna.stasiuk@dlalejdis.pl)
Nina Lykke, „Nie, po prostu nie”, wyd. Muza, Warszawa, 2018 r.
Komentarze