Rozwód na dobre zagościł w dzisiejszym świecie. Coś, co było kiedyś hańbą, stało się codziennością. Dla niektórych stał się jedynym sposobem na zażegnanie konfliktów, a dla innych powodem do dumy – wszakże można stać się w ten sposób doświadczonym człowiekiem, czyż nie?
Niestety, kiedy dorośli za zamkniętymi drzwiami zaczynają załatwiać „swoje” sprawy, gdzieś w ciszy i smutku cierpią dzieci, dla których koniec małżeństwa rodziców jest zazwyczaj końcem ich świata. Taki właśnie dramat przeżywa nastoletnia Ola – bohaterka, a zarazem narratorka „Niebieskiego zeszytu”.
Historia Oli podobna jest do tych, które znamy z wielu innych tego typu opowieści. Dziewczynka jest zaniepokojona przedłużającą się nieobecnością ojca, który wyjechał w celach zarobkowych do Anglii. Jedyne, co słyszy, to zdawkowe, telefoniczne rozmowy rodziców oraz strzępy kłótni, które docierają do jej uszu zza ściany. Ola przeczuwa, że konflikt pomiędzy nimi narasta, że w powietrzu coś wisi, a sielankowa niegdyś atmosfera zamienia się w nasączoną wrogością chmurę.
Po wielu cichych dniach i przepłakanych nocach, mama nastolatki postanawia zawalczyć o swoje szczęście i wyjechać do swojego męża, do Anglii. I tu pojawia się problem. Mama Oli po raz kolejny skupia się na sobie, a zapomina o swojej córce, którą bez jej zgody wywozi na wieś do dziadków. Dziewczyna z wielkiego miasta rzucona w obce środowisko ma problemy z odnalezieniem siebie w nowej rzeczywistości. Z jednej strony nie może wybaczyć matce tego, że potraktowała ją jak przedmiot, którego można się pozbyć. Z drugiej zaś boryka się z brakiem akceptacji ze strony rówieśników i z zaklimatyzowaniem się w nowej klasie. Mimo to stara się nie zawieść siebie i swojej rodziny. Jednak przede wszystkim stara się nie stracić pięknych marzeń o kochającej się, ciepłej rodzinie.
Powieść czytało się dość lekko, gdyż została napisana przystępnym i zrozumiałym językiem. Książka ma dość banalną, a miejscami nawet spłyconą fabułę i nie rzuciła mnie na kolana. Mimo to przeczytałam ją z zaciekawieniem. Myślę, że jest ona przeznaczona dla nieco młodszych niż ja czytelniczek, gdyż została napisana z perspektywy nastolatki. Pokazuje ona świat dorosłych w zupełnie inny sposób i w wielu miejscach skłania do refleksji. Przede wszystkim pokazuje jak napięta atmosfera w domu przedkłada się na problemy emocjonalne dzieci, na ich system wartości oraz postrzeganie świata.
Uważam, że powieść „Niebieski zeszyt” powinna być lekturą obowiązkową dla małżonków, którzy w wirze swoich kłótni i wzajemnych oskarżeń zapominają o tym, że na ich polu bitwy są bogu ducha winne dzieci. I to nie jakieś dzieci, ale te, które sami powołali do życia, wychowywali i starali się obdarowywać bezgraniczną miłością. Może po przeczytaniu tej książki po raz kolejny zadadzą sobie pytanie: „Czy warto”?
Anna Kantorczyk
(anna.kantorczyk@dlalejdis.pl)
Barbara Vujcic, „Niebieski zeszyt”, wyd. Novae Res, Gdynia, 2015 r
Komentarze