Bardzo lubię czytać fabularyzowane biografie. Uważam, że mają tę wyższość nad zwykłymi, że czytelnik bardziej zżywa się z daną postacią i ma możliwość poznania jej „od podszewki”. A ponieważ czyta się zazwyczaj oczami i sercem, więcej można zapamiętać i wynieść z takiej lektury. Wybitnym przedstawicielem tego gatunku jest Robert Irving (kto nie czytał „Pasji życia” musi to koniecznie nadrobić); pamiętam, że swego czasu zakochałam się w powieści „Ja, Klaudiusz”, a w 2017 r. miałam przyjemność recenzowania „Śpiącej Alice” – biografii w o najmłodszej przedstawicielce słynnego rodu Jamesów.
Siostra Benedykta Karolina Baumann nie jest może znaną pisarką, ale ma w sobie ogromny potencjał twórczy i lekkość formułowania myśli. Pisze, prowadzi bloga, a razem z młodzieżą prowadzi grupę teatralną „Dzikie koty”. Mnie kupiła swoim debiutem „Na końcu schodów” – opowieścią o matce Kolumbie Białeckiej, założycielce dominikanek - który wpadł mi w ręce totalnie przypadkiem (zresztą za sprawą sióstr z tegoż zgromadzenia, z którymi mam przyjemność pracować), a oczarował na zawsze. Nigdy nie myślałam, że historia o siostrze zakonnej może być tak pasjonująca i emocjonująca! Gdy dowiedziałam się, że siostra Karolina pracuje nad nową powieścią i tym razem wzięła na warsztat bł. s. Julię Rodzińską, od razu wpisałam tę książkę na moją listę do przeczytania.
„Niebo w kolorze popiołu” przeczytałam w dwa dni, a do napisania recenzji przymierzałam się jakieś…dwa tygodnie? Może dłużej? Do każdej przeczytanej książki podchodzę niezwykle emocjonalnie i chcę, aby recenzja była odzwierciedleniem moich uczuć, myśli, refleksji. Powieść sprawiła (i sprawia nadal) mi nie lada problem, gdyż mam wrażenie, że żadne słowa nie są w stanie oddać tego, co czuję. Nic tak naprawdę nie jest w stanie wyrazić skłębionych w mojej głowie myśli. Wszystkie zdania, które tak misternie układam, rozpadają się na pojedyncze słowa, sylaby, litery…
Piękne życie wymaga upamiętnienia w pięknej powieści. Być może wiele z was skreśli tę powieść już na samym początku, przypinając jej łatkę „kościółkowej”; wzdrygając się na myśl o nachalnym katolickim moralizatorstwie; o pompatycznej religijności. Nic z tych rzeczy! Oczywiście jest to powieść o Bogu, ale został on wpleciony w fabułę niezwykle delikatnie i subtelnie – jak w tej pieśni „W lekkim powiewie przychodzisz do mnie Panie…” „Niebo w kolorze popiołu” nie tylko przybliżyło mi kawał historii, ale pokazało, jak można żyć, kochać i jak zbudować wspaniałą relację ze Stwórcą.
Siostra Julia Rodzińska została określona przez samą autorkę „katolickim Korczakiem w spódnicy”. Ta niezwykła kobieta mimo że sama miała trudne dzieciństwo (straciła ojca, matkę, została rozdzielona ze swoimi braćmi, tułała się po sierocińcach), z niezwykłą czułością i oddaniem niosła pomoc tym, których spotkał ten sam los. Będąc dominikanką pracowała jako nauczycielka i wychowawczyni w domach dla sierot. Kochała je niczym rodzona matka, organizowała dla nich przedstawienia, półkolonie, wycieczki; robiła wszystko, aby te biedne dzieci odzyskały wiarę w siebie, w ludzi, w świat. Nie opuściła swoich wychowanków nawet wtedy, gdy Wilno zostało ogarnięte wojną, a ona pozbawiona dotychczasowej funkcji. Zatrudniła się jako sprzątaczka, aby być blisko tych, których kochała; którym w ofierze składała co dzień swoje życie. Ponadto prowadziła tajne nauczanie, niosła pomoc tam, gdzie była najbardziej potrzebna. Niestety dzielna dominikanka za swoją służbę została aresztowana przez Gestapo. Najpierw poddano ją brutalnym torturom w więzieniu na Łukiszkach, następnie przewieziono do obozu w Parwieniszkach, by ostatecznie umieścić w obozie koncentracyjnym w Stutthof, gdzie siostra Julia zmarła.
Świat zna mnóstwo odważnych kobiet – wojowniczek o prawa kobiet, sportsmenek, podróżniczek na kraniec świata, feministek, policjantek ….Mogłabym tak wyliczać bez końca. Siostra Julia z pewnością nie myślała o sobie w takich kategoriach; ona po prostu widziała cierpienie i szła do niego, by mu ulżyć. Nie nosiła broni, nie wyróżniała się tężyzną fizyczną, nie miała puszki wypchanej pieniędzmi, a mimo to swoją postawą, niezłomnością i modlitwą potrafiła wlewać w ludzkie serca nadzieję. W nieludzkich czasach przywracała wiarę w drugiego człowieka. Pamiętała, aby mieć oczy szeroko otwarte, gdyż wiedziała, że wielu ludzi potrzebuje pomocy bardziej niż ona. Siostra Julia po prostu oddała siebie innym. Stała się dla mnie wzorem nauczycielki, chrześcijanki, człowieka.
Jestem głęboko wdzięczna za to, że mogłam przeczytać tę powieść; że w pędzie codzienności mogłam przypomnieć sobie o życiowych priorytetach. Dziękuję, że mogę żyć w spokojnych czasach i chociaż nie mam wszystkiego, co bym chciała, to i tak mam więcej niż mogłabym sobie wymarzyć. Ta książka uświadomiła mi, że toczy mnie rak narzekań, nieuzasadnionej roszczeniowości; rak, który sprawia, że życie przecieka mi przez palce. Tak często narzekam na swojego męża, a tak rzadko doceniam jego poświęcenie i miłość; tak często chcę, aby mój mały synek dał mi chwilę odpocząć i tak często zapominam, że to jego dopominanie się o uwagę jest wyrazem miłości; tak często narzekam, że nie mam wystarczającej ilości pieniędzy, a tak rzadko dziękuję, że mam co jeść, że mam gdzie mieszkać, że mam rodzinę, na którą mogę liczyć. Skupiam się na tym, czego nie mam, zamiast cieszyć się tym, co posiadam. Głupie, nieprawdaż?
Z całej powieści, oprócz wielu przemyśleń i potężnej dawki otrzeźwienia, wyniosłam słowa – tak ważne dla nas, ludzi – „Nasze życie (…) My je dostajemy po to, żeby zrobić z niego piękny prezent dla innych ludzi”. Niezależnie od czasów warto być siostrą Julią. Polecam lekturę z całego serca!
Anna Stasiuk
(anna.stasiuk@dlalejdis.pl)
Benedykta Karolina Baumann, „Niebo w kolorze popiołu”, Święty Paweł, Częstochowa 2020.
Komentarze