„Nieukarani” – recenzja

Recenzja książki „Nieukarani”.
Historia z polskiego podwórka. Ktoś porywa i okalecza młodą dziewczynę, a następnie morduje wpływową kobietę.

Obie obdziera ze skóry. Zbrodnie te podobne są do innych, nierozwiązanych i zamkniętych kilkadziesiąt lat wcześniej. Przypadek?

Nie tak dawno na rynku wydawniczym ukazał się kryminał „Nieukarani”, którego autorką jest Kamila Denis, debiutująca pisarka. Książka przyciągnęła mnie do siebie intrygującym opisem – kocham tematykę seryjnych morderstw, perspektywą przeczytania czegoś rozgrywającego się nieopodal – nieco na północ, dokładnie w Stargardzie Szczecińskim, pięknie wykonaną okładką – za projekt odpowiada Wiola Pierzgalska, a także długością – powieść przekracza 340 stron zapisanych czcionką przeciętnego rozmiaru.

Fabuła książki opiera się na śledztwie. Mamy głównego bohatera – Jana Berenta – oraz kilka pomniejszych, ale równie ważnych dla akcji postaci. Co ciekawe, każdy z bohaterów jest wymieniany z imienia i nazwiska, od początku książki aż do końca, i jedynie Jan jest po prostu Janem. Rozdziały opatrzone datami i tytułami opowiadają o dwóch jednoczesnych śledztwach, przeplatając dwa wątki: głównego bohatera, czyli policjanta zesłanego do „Archiwum X” – działu odpowiedzialnego za przeglądanie spraw nierozwiązanych – oraz jego konkurenta, idealnego pod każdym względem kandydata na przyszłego komisarza Tomasza Walkowiaka. Dla zwiększenia tajemniczości współczesne wydarzenia przerywane są pisanymi kursywą kartkami z pamiętnika seryjnego mordercy.

Niestety „Nieukarani” nie są powieścią, w której można się czegokolwiek domyślić. Autorka nie zastawiła na czytelnika pułapek ani nie dała mu żadnych podpowiedzi. Informacje dozuje, przeprowadzając go przez akcję bezpiecznie, niemalże prowadząc go za rękę. Snucie jakichkolwiek teorii nie ma sensu, o czym przekonamy się po kilku pierwszych rozdziałach. Zabieg ten nie odbiera jednak powieści szansy na miano dobrej i ciekawej. Fabuła jest wciągająca, a sposób pisania Denis przyjemny. Ponad trzystustronicową cegiełkę pokonałam w kilka dni, a to za sprawą prawdziwego zaangażowania się w zdarzenia. Zaintrygowało mnie parę historycznych szczegółów – na przykład historia Ilse Koch, która według legendy lubowała się w ozdobach wykonanych ze skóry żydowskich więźniów obozów koncentracyjnych – o których na pewno doczytam na własną rękę, a także ulokowanie akcji w Polsce, blisko Szczecina. Z chęcią wybrałabym się tam, by – nawet jeśli powieść jest fikcją – pochodzić uliczkami i powyobrażać sobie, jak wyglądało śledztwo.

Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)

Kamila Denis, Nieukarani, Gdynia, Novae Res, 2016



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat