„Noce królowej” – recenzja

Recenzja książki „Noce królowej”.
Królewska opowieść na pograniczu historii i fantazji.

Jeśli fascynuje cię historia średniowiecza lub zawsze pragnęłaś ją poznać, ale podręczniki szkolne i książki opisujące suche fakty wydawały ci się zbyt trudne do przebrnięcia, z pomocą nadciąga Mireille Calmel, oferując takim jak ty dawkę prawdziwej historii okraszonej sporą nutą fantastyki, dzięki której rzeczywistość zyskuje magiczny wymiar. W „Nocach królowej” przenosimy się do XII wieku, by śledzić losy Eleonory Akwitańskiej, a wraz z nimi wielkie dylematy miłosne, erotyczne gierki, polityczne strategie. W mniejszym stopniu poznajemy je z ust samej królowej, w większym zaś dzięki jej relacjom z rówieśniczką i powierniczką Loanną de Grimwald – potomkinią czarnoksiężnika Merlina, mającą w chwili rozpoczęcia książki dwanaście lat.

Powieść składa się z dwóch części, ma lekko ponad czterysta stron i została napisana dość małym drukiem. Wszystko to sprawia, że poświęcony na czytanie czas bardzo się dłuży, co dla miłośników mieszanki historii z fantastyką jest niewątpliwą zaletą. Nie do końca potrafię jednak ocenić proporcje, w jakich owa historia miesza się z baśnią, gdyż nie czytałam wcześniej podobnych książek. Główną bohaterką jest postać fantastyczna – czarownica Loanna, nie zaś królowa. A choć w powieści znajdziemy dużo faktów z przeszłości, nie polecałabym uczyć się z niej na sprawdziany, czy przygotowywać do naukowej dyskusji. Jeśli jednak potraktujemy ją jako lekcję dla samych siebie, to – jak już pisałam – możemy odkryć dobry sposób na przyswajanie sobie nielubianych, bądź niepoznanych dotąd wątków.

Kontrowersyjna pozostaje jednak postać Loanny – z jednej strony silnej i potężnej, w końcu to wiedźma, z drugiej zaś nieudolnej i popadającej w różne tarapaty. Nie można przejść obok niej i jej charakteru obojętnie, jako że w dużym stopniu to przez ich pryzmat poznajemy całą historię. Postacie tego typu mają oczywiście swoich zwolenników. Jeśli bohater jest „fajtłapą z wielkim sercem”, odbiorcy mogą go pokochać. Najlepszym przykładem z ostatnich miesięcy jest program „Project Runway” i jego finalista Maciek. Czy jednak taką samą sympatię i wzruszenie wywołuje bohaterka „Nocy królowej”? Będziecie musiały ocenić to same. A jeśli przy okazji uznacie, że to jest właśnie to, czego szukałyście, wydawnictwo Książnica przygotowało dla was całą serię podobnych powieści, między innymi autorstwa Philippy Gregory, Renaty Czarneckiej oraz C.W. Gortnera. Łączą je podobne, charakterystyczne okładki w „stylu średniowiecznym”, opatrzone wymyślną czcionką oraz portretem kobiety, o której dany autor pisze. Należy bowiem wspomnieć, że książki te opisują historię wychodząc właśnie od sylwetek wielkich kobiet – Jakobiny Luksemburskiej, Anny Neville, Elżbiety York, Joanny „Szalonej” czy Katarzyny Medycejskiej. Są to opowieści o ich życiu, wzbogacone o historyczny kontekst oraz elementy – mniejsze lub większe –fantastyki, a cała seria jest esencją kobiecości w historii, kierowaną do kobiet współczesnych. Jeśli więc znajdziecie czas na romans z historią, sięgnijcie po którąś z wymienionych powieści.

Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)

Mireille Calmel, „Noce królowej”, Poznań, Książnica, 2014



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat