„Nocna tęcza” – recenzja

Recenzja książki „Nocna tęcza”.
Opowieść o tym jak wielka, czysta i bezwarunkowa potrafi być miłość dziecka.

Mała dziewczynka jak myszka skrada się po pustym domu. Ma niecałe sześć lat, ale jak na swój wiek jest bardzo samodzielna. Sama ubiera się, myje i przygotowuje posiłki. Nie ma co prawda żadnych czystych majteczek, ale woli nikomu o tym nie mówić. Małymi rączkami sięga po talerzyki i pieczołowicie rozkłada je na stole, na którym pełno jest starych okruchów. Wyciąga resztki jedzenia z lodówki. Zamiata podłogę. Uważa, żeby nie została na niej jakaś muszka, bo Mamunia będzie bardzo zła, kiedy jakiś muszy trup przyklei się do jej stopy. Mała Pea całe dnie spędza na Wietrznym Wzgórzu, bo w domu musi być cichutko, kiedy Mamunia i dzidziuś w jej brzuszku śpią. A tam gdzie rozciągają się pola, gdzie cicho szumi rzeka jest najpiękniej. Można zbierać skarby do puszek i ganiać wróżki. Rozmawiać z Margot i bawić się w sklep albo w lekarza. Świat jest taki piękny. Ale brakuje w nim tylko jednego i aż jednego. Mamuni. Bo Tatuś już odszedł na zawsze.

„Nocna tęcza” to przepiękna opowieść o małej dziewczynce żyjącej na pograniczu dwóch światów. Z jednej strony jest ten magiczny, dziecięcy świat marzeń, a z drugiej – świat dorosłych, który wypełnia gorycz, smutek i beznadzieja. Mała Pea wnikliwie obserwuje je swoimi naiwnymi oczyma i stara się w jakiś sposób znaleźć dla nich wspólny mianownik. Dziewczynka nie zawsze potrafi nazwać swoje uczucia, dlatego często opisuje je we właściwy dla siebie sposób. Sama musi poznawać świat, bo nie miał jej kto go pokazać. Sama tłumaczy sobie problemy dorosłych tak, aby te pasowały do jej sześcioletniego życia. Wie jedno. Musi za wszelką cenę starać się i robić wszystko, żeby na twarzy Mamuni wywołać uśmiech. Żeby ta chociaż raz upiekła jej ciasto lub weszła wieczorem do jej pokoiku i dała całusa na dobranoc. To wszystkie pragnienia tego małego dziecka.

Podczas czytania miałam wrażenie, że nie same słowa, ale atmosfera wydobywająca się z powieści i cały szereg niedopowiedzeń, tkają jej niezwykłą fabułę. Obserwując dziewczynkę i jej poczynania możemy się domyślić, z czym zmagała się jej rodzina. Śmierć ojca i dziecka, depresja matki, pierwsze symptomy choroby psychicznej, wszechogarniająca samotność i demony, którym dorosła kobieta nie potrafi stawić czoła. A w wirze tych wszystkich wydarzeń stoi maleńka dziewczyna, która została sama. Z nadzieją, że pewnego dnia mama znów pokocha ją tak jak kiedyś.

„Nocna tęcza” to powieść, którą czyta się sercem, nie oczami. To jedna z tych książek, które powinno się doświadczać wciąż od nowa, z taką samą naiwnością z jaką Pea poznawała otaczający ją świat. Mimo, że budzi niepokój, nie pozwala o sobie zapomnieć. Jednak przede wszystkim powieść pozwala nam znaleźć klucz do pejzaży dziecięcego świata i odkryć go w całości z jego wewnętrznymi górami, łąkami, dolinami i rzekami… Wystarczy mieć serce zawsze szeroko otwarte. A reszta przyjdzie sama.

Anna Kantorczyk
(anna.kantorczyk@dlalejdis.pl)

Claire King, „Nocna tęcza”, wyd. Pascal, Bielsko – Biała, 2016 r.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat