Vedrana Rudan to współczesna chorwacka pisarka, urodzona w połowie XX wieku. Od początku swej literackiej kariery zmaga się z tematami tabu i stawia czoła mitom. Na polskim rynku nakładem wydawnictwa Drzewo Babel ukazały się trzy jej powieści. Są to kolejno: „Ucho, gardło, nóż” (2004 r.), „Miłość od ostatniego wejrzenia” (2005 r.) oraz „Murzyni we Florencji” (2010 r.). W tym roku dołączyła do nich czwarta pozycja – „Oby cię matka urodziła” – w której sześćdziesięcioletnia bohaterka zmaga się z własnymi emocjami i pamięcią o przeszłości. Robi to, ponieważ właśnie umiera jej matka. Kobieta, której nie potrafi znieść i której... nienawidzi?
Po książkę sięgnęłam ze względu na opis. Zastanawiałam się, jak wypadnie w moich oczach historia, w której matka i córka nie są związane miłością, sympatią ani nawet zwykłą rodziną uczynnością. Chciałam również poznać emocje, które będą towarzyszyły mi podczas lektury. O dziwo, poznałam je bardzo szybko. Już po pierwszych rozdziałach wczułam się w język Rudan i doceniłam świat, który przedstawiła. Nie tylko zaczęłam współczuć głównej bohaterce, ale i ją rozumieć. Popularne książki oraz filmy bywają – ba, niemal zawsze są! – wygładzone, delikatne, spiłowane niczym idealnych kształtów paznokieć. Nie pokazuje się pewnych rzeczy, ani się o nich nie mówi, bo nie wypada. Nie kochasz swojej matki? Jesteś złą osobą! Nienawidzisz jej? Trzymaj to dla siebie i nigdy nie wypuszczaj na światło dzienne!
Lektura była cudowna. Krótkie i długie rozdziały, rozmowy telefoniczne i opowieści o przeszłości. Splot emocji, czasów i sposobów prowadzenia narracji odpowiadał temu, co działo się w głowie głównej bohaterki. „Oby cię matka urodziła” była niczym pamiętnik, w którym można napisać wszystko to, czego ze strachu nie powiedzielibyśmy otoczeniu. Jednocześnie z cudownie opisanego świata co jakiś czas wytrącały mnie błędy, które niewątpliwie zostały popełnione przez odpowiadającą za tłumaczenie Martę Dobrowolską-Kierył, a których nie wychwyciła Katarzyna Knapik-Gawin (po jej stronie leżała korekta).
Niektóre wartościowe rzeczy odkrywa się późno. Ja po literaturę autorstwa Rudan sięgnęłam po dwunastu latach od ukazania się na polskim rynku pierwszej z jej książek. Nic straconego. Jako nastolatka mogłam nie być na tyle dojrzała i otwarta, by zmierzyć się z tak trudnym i kontrowersyjnym tematem. Dziś jestem, dlatego „Oby cię matka urodziła” mnie zachwyciła. Nie wyobrażam sobie w wolnej chwili nie sięgnąć po resztę powieści.
Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)
Vedrana Rudan, Oby cię matka urodziła, Warszawa, Drzewo Babel, 2016
Komentarze