„Piękne kłamstwa” – recenzja

Recenzja książki „Piękne kłamstwa”.
Niepokojąca, zaskakująca, inteligentna.

Lubię kryminały, w których akcja rozwija się powoli, ale nie stoi w miejscu; w których autor doskonale wie, kiedy wbić szpilkę i delikatnie podkręcić atmosferę, a kiedy użyć kałasznikowa i bezlitośnie wystrzeliwać z niego kolejne pociski w zaskoczonego czytelnika. Kocham zanurzać się w niepokoju, zagryzać z niecierpliwości paznokcie, aby chwilę później móc ścierać dłonią nagromadzony na czole pot i odetchnąć z ulgą lub wytrzeszczyć oczy i z wielkim podziwem wyszeptać „WOW”. Takie emocje towarzyszyły mi podczas czytania „Pięknych kłamstw” Petera Swansona. Z książką uporałam się właściwie w jeden wieczór.

Harry Ackerson kończy studia. Tuż przed rozdaniem dyplomów odbiera telefon od macochy (matka bohatera umarła wiele lat temu), która przekazuje mu straszne wieści – jego ojciec nie żyje.  Bohater wraca do rodzinnego Kennewick na pogrzeb. Początkowo wszystko wygląda na nieszczęśliwy wypadek, jednak policyjne śledztwo wykazuje, że Billowi Ackersonowi ktoś pomógł w zejściu z tego świata… Harry postanawia za wszelką cenę dowiedzieć się, kto stoi za śmiercią jego ojca. Zadania nie ułatwia mu, niestety, obecność macochy, seksownej Alice, która okazuje mu coraz większe zainteresowanie. Znikąd pojawia się również piękna Grace McGowan, która wie o rodzinie Ackersonów zaskakująco wiele. Zbyt wiele. Obie kobiety wyzwalają w Harrym pierwotne instynkty, mieszankę fascynacji i strachu, jednak mężczyzna czuje, że obydwie coś ukrywają. Coś mrocznego. Coś brutalnego.

„Piękne kłamstwa” to powieść, która została zbudowana na dwóch planach czasowych. Z jednej strony mamy „teraz”, gdzie toczy się wątek Harry’ego i prowadzonego śledztwa, a z drugiej „wcześniej”, gdzie poznajemy historię Alice. Początkowo może się wydawać, że podział na dwa plany czasowe jest bezsensowny; podobnie jak szczegółowe przedstawianie losów Alice. Jednak z czasem okazuje się, że ukazanie całej historii w inny sposób byłoby właściwie niemożliwe – a raczej – bardzo niekorzystne dla całej fabuły. A ta jest naprawdę piekielnie inteligentna i pewnie poprowadzona.

Cała historia wciąga od pierwszej strony. Liczne tajemnice i niedopowiedzenia, wąskie grono podejrzanych oraz podgrzewana w odpowiednich miejscach atmosfera są czynnikami, których oczekuję od dobrego kryminału. W książce Swansona wszystko znalazłam. No i pomyliłam się w typowaniu przestępcy, bo zakończenie jest… naprawdę zaskakujące! A ja uwielbiam być zaskakiwana.

Jeśli ty też uwielbiasz książkowe niespodzianki, sięgnij po „Piękne kłamstwa”. Nie pożałujesz.

Anna Stasiuk
(anna.stasiuk@dlalejdis.pl)

Peter Swanson, „Piękne kłamstwa”, Marginesy, Warszawa, 2020.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat