„Pierwszy dzień wiosny” – recenzja

Recenzja książki „Pierwszy dzień wiosny”.
Po przekroczeniu granicy innego świata prawdziwe problemy dopiero się zaczynają…

Biedna Olga! Wydawałoby się, że wszystko to, co najgorsze, spotkało tą dziewczynę już dawno temu. Nic z tego. Okazuje się bowiem, że największe problemy dopiero przed nią…

Bohaterka nadal nie może znaleźć sobie mężczyzny swojego życia, nieustannie toczy bój z kopcącym piecem i musi chodzić w spódnicy do kostek i obciachowym czepku. Do tego na potęgę kopci fajki i litrami pije kawę. Jakby tego było mało walczy z zaklęciem „martwego małżonka” i jak na złość nie może stracić cnoty. Na początku ten pomysł wydawał mi się dość zabawny, ale zapoznawszy się z całą historią Dziwnego Królestwa i obyczajami tam panującymi, doceniłam zamysł autorki. Wszystko zmienia się podczas jednego niefortunnego wieczoru w barze, na którego bywalców została rzucona klątwa. Wtedy też do gry wkracza tajemniczy Cantor, dla którego Olga wydaje się być ucieleśnieniem erotycznych fantazji… Po tym incydencie wszystko nadbiera nieprawdopodobnego tempa. Spiski na dworze Szellara III, przemiana bohaterki i wreszcie posłanie czterech kobiet na pohybel smoczej paszczy. .. Dreszcz emocji gwarantowany.

Powiem szczerze, że rzadko sięgam po fantastykę. Uważam, że świat w którym żyjemy jest aż nadto intrygujący i nie muszę szukać wrażeń w tego typu literaturze. Nie wiem czemu, ale alternatywne światy, magia, zaklęcia, latające potwory nigdy do mnie nie trafiały. Może za bardzo wszystko uogólniłam, ale poza niezbędnym kanonem z tej literatury, jakoś sama z własnej woli nie sięgam po pozycje z tego gatunku. Zastanawiam się czy nie powinnam zweryfikować swojego dotychczasowego podejścia, gdyż „Pierwszy dzień wiosny” bardzo mnie zaintrygował. Mimo, że w tej książce znalazły się te wszystkie elementy, których nie lubię w powieściach, to paradoksalnie dałam się im wciągnąć w książkowy nurt.

Na uwagę zasługuje również język powieści, który dzięki swojej prostolinijności i potoczności nadaje dialogom i postaciom wiele dynamizmu. Uważam, że nie ma nic lepszego od przeczytania swojskiego, siarczystego przekleństwa po akcji, która długo trzymała w napięciu biednego i zestresowanego czytelnika! Nie znaczy to oczywiście, że jestem zwolenniczką żonglowania słownym mięsem, ale czasem to zakazane słowo na „k” okazuje się być wisienką na torcie.

„Pierwszy dzień wiosny” to książka naprawdę wciągająca, urzekająca swoim humorem i niespodziewanymi zwrotami akcji. Polecam ją wszystkim – nie tylko miłośnikom fantastyki. Dodam, że aby mieć pełen obraz przedstawionej historii, należy najpierw zapoznać się z pierwszym tomem cyklu pt. „Przekraczając granice”.

Anna Kantorczyk
(anna.kantorczyk@dlalejdis.pl)

Oksana Pankiejewa, „Kroniki Dziwnego Królestwa, Tom II – Pierwszy dzień wiosny”, wyd. Papierowy Księżyc, Słupsk, 2015 r



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat