„Płomień pod lodem” – recenzja

Recenzja książki „Płomień pod lodem”.
„Śmierć objawia się w życiu różnie: nieobecność oznacza śmierć; starość śmierć zapowiada, zapomnienie oznacza jej triumf, ale staje się ona bezwstydnie niepokonana, kiedy kończą się marzenia”.

Śmierć. Każdy ją zna. Jej widmo towarzyszy nam od urodzenia i jest ona wręczana nam na początku życia w pakiecie razem z bólem, cierpieniem i całą paletą innych uczuć. Częstokroć umieramy za życia, kiedy coś się wali; gdy odchodzi najbliższa osoba; gdy doświadczamy zdrady czy poniżenia.

Śmierć była również codziennością dla bohaterów powieści. Przez ich rzeczywistość przewijały się: wojny (tzw. karlistowskie), rewolucje, epidemie, klęski żywiołowe. Jednak ani Attua, ani Cristela nie stali się jej ofiarami. Oni polegli w starciu z codziennością i szeregiem nieporozumień. Przez ponad dwadzieścia lat musieli na swych barkach nosić jarzmo niespełnienia i złych decyzji. Na szczęście to życie zwyciężyło, nie śmierć; to miłość i namiętność ukrywana przez lata pod warstwami żalu, rozdarcia i pozornego spokoju zatriumfowała na dobre.

U stóp Pirenejów, na granicy hiszpańsko – francuskiej, w małym miasteczku Albort, żyje zakochana w sobie na zabój para. Attua to ambitny student, który marzy o karierze w Madrycie, a Cristela - porzucona jako dziecko przez matkę - pragnie innego życia z dala od nieprzyjaznego otoczenia. Niestety przekorny los krzyżuje losy bohaterów. Umiera ojciec Attui, co sprawia, że staje się on głową rodziny i przejmuje zarządzanie termami. Z kolei na wskutek nieporozumienia i z obawy o własne życie, Cristela musi uciekać z Albort do Francji. Mieszkańcy miasteczka, w tym Attua, są przekonani, że dziewczyna zginęła gdzieś w górach, jednak udaje jej się przedrzeć przez granicę i znaleźć pracę w charakterze damy do towarzystwa. A to dopiero początek burzliwych przygód tej dwójki. Los rozdziela zakochanych na bardzo długo, ale jak to w takich powieściach bywa – prędzej czy później się do nich uśmiechnie, zawadiacko puszczając oko.

„Płomień pod lodem” to bardzo dobra książka obyczajowa i chociaż samo zakończenie jest dość przewidywalne, to środek może nas niejednokrotnie zaskoczyć. Możemy liczyć na nagłe zwroty akcji; na pojawienie się bohaterów, których byśmy się nie spodziewali; na zdumiewające zbiegi okoliczności. Mogłoby się wydawać, że historia miłości wystawionej na próbę jest tematem tak oklepanym i wyczerpanym, że już nie da się nic na ten temat stworzyć. Nic bardziej mylnego! Luz Gabás tworzy naprawdę ciekawą opowieść, osadzoną w klimacie XIX – wiecznej Hiszpanii targanej wewnętrznymi konfliktami. Sprawnie przemyca informacje o zmianach zachodzących na hiszpańskiej scenie politycznej oraz o ówczesnych poglądach i nastrojach panujących w społeczeństwie. Powieść dopełniają fantastycznie wykreowane postacie drugoplanowe, bez których cała historia byłaby mdła i bezbarwna.

Jeżeli ktoś z was szuka przyjemniej i lekkiej lektury na upalne, letnie dni bądź książki, którą można wziąć ze sobą na urlop, na pewno się nie rozczaruje. Polecam.

Anna Stasiuk
(anna.stasiuk@dlalejdis.pl)

Luz Gabás, „Płomień pod lodem”, wyd. Muza, Warszawa, 2018 r.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat