Cytat znanego polskiego aforysty Aleksandra Kumora można w dwojaki sposób odnieść do „Płomiennej korony”. Z jednej strony wypowiedź tą można powiązać z głównym bohaterem – Władysławem Łokietkiem, który musiał stoczyć długą i wyczerpującą walkę o koronę i zjednoczenie polskich ziem, a z drugiej z… czytelnikami. Tak, z wiernymi fanami twórczości Cherezińskiej, którzy zostali wystawieni przez autorkę na próbę czasu. Na zwieńczenie trylogii „Odrodzonego Królestwa” musieli czekać aż trzy lata, a kiedy już się doczekali, otrzymali ponad tysiącstronicowy kawał dobrej literatury.
Władysław Łokietek - bo to on gra tu pierwsze skrzypce - powrócił z wygnania i osiadł w Krakowie. Charyzmatyczny książę pragnie zdobyć koronę i przejąć władzę w podzielonym Królestwie Polskim. Niestety, zadanie jest istną drogą przez mękę. Bo jak zaprowadzić porządek w państwie, skoro Krzyżacy znów walczą na Pomorzu, w Czechach wrze jak w ulu, a w tzw. Starszej Polsce panoszą się głogowscy książęta? Okazuje się, że dla księcia Władysława nie ma nic niemożliwego, jednak bez ognia i miecza ani rusz! Łokietek będzie musiał podjąć walkę na kilku frontach nie tylko z wrogami, ale przede wszystkim ze swoimi słabościami. I chociaż za sprawą lekcji historii znamy finał tej książki, to sama droga, którą przebył bohater, jest pasjonującą podróżą w czasie i przestrzeni. Pełno w niej tajemnic, potyczek, intryg i zdrad.
„Płomienna korona” pozwala spojrzeć nam na ówczesne wydarzenia z wielu perspektyw, a szczegółowość z jaką autorka ujęła temat, pokazuje, że mechanizmy działania władzy i polityka zagraniczna były nie mniej skomplikowane niż obecnie. Na sukces Łokietka złożyły się nie tylko jego determinacja i hart ducha, ale… otaczające go kobiety. Sylwetki Jadwigi czy Rikissy zostały zepchnięte na drugi plan; stały w cieniu legendarnego księcia. Cherezińska podniosła je do rangi narodowych bohaterek, przywracając im zarazem należne miejsce w polskiej historii. Potwierdziła, że rzeczywiście światem rządzą mężczyźni, ale mężczyznami – kobiety…
Nie wyobrażam sobie polskiej literatury historycznej bez Elżbiety Cherezińskiej. Odkąd zaczęłam czytać jej powieści, mój pogląd, szczególnie na średniowieczną historię Polski, uległ diametralnej zmianie. Zawsze uważałam dzieje Piastów za zbyt nudne i zbyt rozwlekłe, żeby poświęcać im swoją uwagę. Fascynująca historia zaczynała się dla mnie dopiero w XVI wieku. Tymczasem autorce udało się zrobić coś, czego nie dokonał ani żaden nauczyciel, ani mój tata – pasjonat historii. Jej powieści sprawiły, że pokochałam pierwszą polską dynastię. Piastowie – nudziarze bez wyrazu? Absolutnie nie! To galeria szalonych, nietuzinkowych postaci, których dzieje przypominają raczej hardcorową, motocyklową przejażdżkę po wertepach aniżeli spokojny spacerek brzegiem morza.
Autorka postawiła innym pisarzom tego gatunku bardzo wysoką poprzeczkę. I nie wiem czy znajdzie się ktoś, kto dorówna jej mistrzostwu. „Płomienna korona” podobnie jak poprzednie części „Odrodzonego Królestwa” pokazuje, że skoro historia jest rodzaju żeńskiego, to jak każda kobieta ma swoje kaprysy. Z tego też powodu wygrywa ten, na którego wcześniej nikt by nie postawił złamanego grosza. Jest jeszcze jedna kwestia, którą muszę poruszyć. Jestem pod ogromnym wrażeniem tego, z jak ogromnym szacunkiem Cherezińska traktuje polską historię. Udowadnia nam, że nasze dzieje nie są irytującym balastem ani niewygodnym bagażem, od którego trzeba się uwolnić, ale krynicą doświadczeń, z których my jako naród powinniśmy czerpać pełnymi garściami.
Gorąco polecam i czekam na kolejne powieści. Pani Elżbieto, jeżeli kiedykolwiek przeczyta pani moją recenzję, niech Pani wie, że trzymam kciuki za kolejne powieści i cały czas marzę o autografach w swoich egzemplarzach. Mam nadzieję, że uda mi się dotrzeć na któreś spotkanie z Panią, choć nie ukrywam, że przytachanie tych kilku ceglastych książek może okazać się nie lada wyczynem. Ale czegoż nie jest w stanie zrobić zdesperowany fan… Pozdrawiam serdecznie!
Anna Kantorczyk
(anna.kantorczyk@dlalejdis.pl)
Elżbieta Cherezińska, „Płomienna korona”, wyd. Zysk i S-ka, Poznań, 2017 r.
Komentarze