Ciekawa czarno-biała okładka z bordowymi „plamami krwi”, ładne czcionki, polska produkcja. Zapowiadało się nieźle, acz równie „nieźle” zapowiadają się tysiące innych książek, które każdego dnia wchodzą na rynek. Dlaczego z obfitego wachlarza możliwości miałabym wybrać akurat tę?
Powodem, dla którego sięgnęłam właśnie po „Po prostu zabijałem” polskiego dziennikarza śledczego i autora wielu powieści sensacyjnych Artura Górskiego, był dopisek na dole okładki: „Oparta na autentycznych wydarzeniach historia polskiego seryjnego mordercy” oraz opis, według której dzieło jest „spowiedzią seryjnego mordercy”. Dla takiego miłośnika horrorów, thrillerów i kryminałów jak ja brzmiało to lepiej niż doskonale.
„Po prostu zabijałem” jest historią lekko podkoloryzowaną przez Górskiego, acz trzon historii opiera się na faktach podanych przez jego rozmówcę. Książka została podzielona na krótkie rozdziały podyktowane wątkami poruszanymi przez seryjnego mordercę, którego imienia niestety nie poznajemy. Czytamy o zbrodniach, seksie, narkotykach, przekrętach i układach z milicją. Zaglądamy w przeszłość odleglejszą, a także tą bliższą czasom współczesnym.
Przez książkę płynie się niesamowicie szybko i lekko, choć opowiada o rzeczach strasznych. Na czas lektury zdecydowanie udzieliło mi się zobojętnienie zabójcy, dla którego roztrzaskanie komuś głowy kijem to nic takiego, w związku z czym nie byłam szczególnie przerażona ani zniesmaczona. Może nawet nie do końca w to wszystko uwierzyłam. Bo czy można traktować życie aż tak powierzchownie, jako grę, w której z planszy strąca się pionki?
Nie mam żadnych wątpliwości, co do tego, że „Po prostu zabijałem” to książka, którą warto polecić. Nie wszystkim, bo dzieciom jednak warto oszczędzić tych paru drastycznych opisów i podejścia bohatera do świata (i kobiet), ale całej dorosłej reszcie owszem. Ja się nie zawiodłam.
Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)
Artur Górski, Po prostu zabijałem, Warszawa, Burda Książki, 2016
Komentarze