„Poukładaj mi życie” – recenzja

Recenzja książki „Poukładaj mi życie”.
Cukierkowa książeczka o niesprawiedliwościach życia.

Jeżeli kiedykolwiek podjęłabym się wyzwania katalogowania przeczytanych przeze mnie książek, to o ile nie zapomniałabym o powieści Oli Józefiny Sokołowskiej, o tyle umieściłabym ją pod hasłem „Dla neurotycznych panienek”.

Książka zniechęciła mnie już samym tytułem. I chociaż daleko mi do wojującej feministki, to polecenie „Poukładaj mi życie” aż wzdrygnęło mną i zawołało o pomstę do nieba.

Moje przypuszczenia się sprawdziły, gdyż powieść okazała się mało porywającą syntezą quasi - sentymentalnych tekstów, nazbyt nieprawdopodobnych zbiegów okoliczności oraz sztampowych bohaterów rodem z oper mydlanych. Były momenty, w których zastanawiałam się, czy to nie jest przypadkiem scenopis kolejnego paradokumentu w stylu „Ukrytej prawdy” lub „Dlaczego ja?”.

Akcja książki jest skomplikowana i zawiła niczym obsługa deski do prasowania. Ona – początkująca studentka prawa i tancerka, on – przystojny żak tego samego kierunku. Mimo, że są przyjaciółmi, to pewnego dnia odkrywają, że łączy ich coś więcej. Efektem tej znajomości jest wspólnie spędzona noc, z której nie wynika nic, bo jak się okazuje – powieściowy lowelas ma już dziewczynę. Załamana bohaterka postanawia nie psuć swojej rywalce życia (jakby tego już nie zrobiła), dlatego też kierowana dobrocią serca pisze pożegnalny list i ucieka. Kolejna część, w której przenosimy się siedem lat do przodu, pokazuje nam Liliannę jako szczęśliwą matkę bliźniaczek i kierowniczkę szkoły baletowej. Okazuje się, że akurat wtedy, niczym feniks z popiołów, powraca dawny kochanek, który tuż nad jej królestwem otwiera swoją kancelarię. Utajone przez lata kłamstwo wychodzi na jaw. Na szczęście gniew żadnego z nich nie trwa długo. Pojawia się przy tym sprzeczka, ale bardzo powierzchowna (wypada się przecież podąsać z pół rozdziału, jeżeli przez kilka lat nie wie się o istnieniu swoich dzieci) i oczywiście wszystko kończy się wszechogarniającą radością. Jednak żeby całość nie wydawała się zbyt piękna, autorka dokłada nam jeszcze jeden melodramatyczny wątek – rak młodej matki i świeżo upieczonej żony.

Po skończeniu książki stwierdziłam, że nowotwór z organizmu bohaterki ma przerzuty – na akcję, fabułę, nakreślony czytelnikowi świat. W takiej sytuacji ani chemia, ani napromieniowywanie nie pomoże. Najlepszym wyjściem z całej tej patowej sytuacji jest odłożenie książki na jej właściwe miejsce – na półkę.

Mimo wszystko, widzę dla autorki światełko w tunelu. Mimo, że powieści nie można zaliczyć do udanych, to głęboko wierzę, że uda jej się w przyszłości nabrać większego tempa i rozmachu oraz skierować swoje zdolności na właściwy tor.

Anna Kantorczyk
(anna.kantorczyk@dlalejdis.pl)

Ola Józefina Sokołowska, „Poukładaj mi życie”, wyd. Novae Res, Gdynia 2014



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat