„Powiew ciepłego wiatru” – recenzja

Recenzja książki „Powiew ciepłego wiatru”.
Powieść, której nie sposób zmieścić w słowach.

Jakiś czas temu, w ramach ćwiczeń twórczych, poprosiłam moich uczniów o to, aby opisali mi usłyszany podczas lekcji utwór muzyczny. Była to akurat „Sonata księżycowa” van Beethovena. Dzieci dwoiły się, troiły, pociły jak tuwimowska lokomotywa, by stwierdzić, że jest to niemożliwe. „Proszę pani” – zaczął jeden z uczniów – „jakichkolwiek słów bym nie użył, okażą się one zbyt niewłaściwe i zbyt mało pojemne, by oddać brzmienie utworu”.

Dlaczego przytoczyłam tutaj tę historię? Dlatego, że słowa mojego ucznia wydały mi się szalenie trafne w odniesieniu zarówno do ostatniej powieści, jak i całej sagi Edyty Świętek. Kiedy usiadłam do pisania recenzji, kilkakrotnie coś zaczynałam, kasowałam, znów zaczynałam i znów kasowałam. Aż przypomniały mi się te słowa i wtedy zrozumiałam, na czym polega problem. Żadne słowa, nawet te najpiękniejsze i najbardziej wyszukane, nie są na tyle pojemne i odpowiednie, aby zmieścić w sobie wspaniałość  „Spaceru Aleją Róż”.

Piąty tom – „Powiew ciepłego wiatru” – który zamyka sagę Edyty Świętek, po raz ostatni zabiera nas do Nowej Huty, gdzie możemy obserwować zmagania rodziny Szymczaków w ostatniej dekadzie PRL – u. Mogłoby się wydawać, że los już wystarczająco doświadczył naszych bohaterów i nic gorszego już nie może im się przytrafić. Nic bardziej mylnego! Autorka przygotowała dla nas, czytelników, kolejną dawkę literackich uniesień. Starsi bohaterowie zejdą na drugi plan, dając pole do popisu młodszym. Nie zabraknie więc bolesnych rozstań, niezawinionych śmierci, trudnych decyzji i całej palety ludzkich zachowań.

Kiedy przeczytałam ostatnią linijkę piątego tomu, moje literackie niebo ogarnął cień burzowych chmur na tle szarości miejskich mgieł. Kiedy jednak zobaczyłam, że w sprzedaży pojawiła się kolejna powieść autorki, wraz z ciepłym powiewem wiatru moje drzewa zaszumiały nadzieją, a wyjałowiona łąka pokryła się purpurą.

Tak zupełnie serio, na zakończenie mojego półtorarocznego spaceru Aleją Róż pragnę powiedzieć (a właściwie napisać), że nie żałuję ani jednego literackiego metra, który przeszłam razem z autorką i jej niesamowitą rodziną.  „Powiew ciepłego wiatru” to niesamowity taniec emocji i chwil – tych złych i dobrych, tych rozdzierających duszę i otulających serce jak ciepły kocyk. Jestem przekonana, że każdy w tej książce odnajdzie cząstkę siebie. Gorąco polecam i z całego serca kibicuję autorce. Jeżeli pani Edyta Świętek kiedykolwiek wpadnie na pomysł zakończenia literackiej kariery, znajdę ją choćby w najciemniejszym zaułku i powiem to, co Wawrzyniec do Julii: „Nie gaś tego światła”. Oczywiście dla nas, wiernych czytelników!

Anna Stasiuk
(anna.stasiuk@dlalejdis.pl)

Edyta Świętek, „Powiew ciepłego wiatru”, wyd. Replika, Zakrzewo, 2018 r.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat