A gdyby tak w pewnej chwili, bez żadnych zapowiedzi i wyjaśnień, z ziemi zniknęła część ludzi? Brzmi intrygująco? I właśnie tak jest. Przez prawie czterysta stron „Pozostawionych” mamy bowiem okazję śledzić losy mieszkańców jednego z dotkniętych tą niewyobrażalną katastrofą małych miasteczek. Wśród powszechnie panującego strachu, przerażenia, niepewności i ogromnej tęsknoty za nieobecnymi, rodzą się nowe stowarzyszenia, subkultury, religie i sekty. Jakie przeżycia trzeba mieć za sobą, by odczuć potrzebę przyłączenia się do którejś z grup? Czy to oznaka słabości, czy wręcz przeciwnie – odwagi? Tego typu problemy porusza książka Toma Perrotty, jednocześnie wskazując, w jaki sposób tak przedziwna sytuacja wpływa na psychikę zwykłych, szczęśliwych mieszkańców spokojnego, przeciętnego miasteczka.
Powieść jest jednocześnie dramatem, jak i sci-fi. W dużej mierze traktuje o religii, ludzkiej potrzebie przynależności do grupy i szukania czegoś więcej, czegoś, co ukazałoby sens przykrości, które spotykają nas w życiu. To także psychologiczne studium człowieka postawionego w sytuacji kryzysowej. Z podobnym zabiegiem możemy się spotkać w opowiadaniu „Mgła” Stephena Kinga, które w roku 2007 weszło na ekrany kin. Tam z kolei grupa osób obcych sobie, a po części znajomych z widzenia, zostaje odcięta od świata, zaszywając się w pozornie bezpiecznej przestrzeni sklepu, podczas gdy na zewnątrz czyha zagrożenie. W „Pozostawionych” sytuacja ma się inaczej tylko pod tym względem, że bohaterowie nie są ograniczeni przestrzennie, a „wróg” jest nieodgadniony. A może wroga w ogóle nie ma? Reszta, czyli zachowania i stosunki międzyludzkie są przedstawione podobnie – od smutku i żalu, po złość, agresję i skrajne decyzje samozwańczych przywódców.
Ponadto to wcale nie koniec. Perrotta zastosował bowiem trik, dzięki któremu zakończenie nie jest ani zamknięte, ani otwarte. Książka kończy się dokładnie tak, jak kończą się seriale – najciekawsze wątki zostają rozpoczęte tuż przed, żeby widz nie mógł się doczekać kolejnego sezonu i podczas jego emisji z zapartym tchem siadł przed ekranem. Nic więc dziwnego, że trzy lata po jej wydaniu, powieść ukazała się jako serial w stacji HBO, dzięki czemu zyskała większą popularność i przetłumaczono ją również na język polski, opatrując serialową okładką i pasującą do niej zakładką. Choć sama nie lubię, gdy nowo wydawane powieści dostają okładkę filmową, to tym razem muszę przyznać, że nie jest źle – chociaż obraz kompletnie nie pasuje mi do treści, to odpowiada jej nastrojem. Wyraża ból po stracie, niemoc i samotność, a to chyba najwyraźniejsze uczucia przepełniające karty „Pozostawionych”. Martwi mnie tylko jedna rzecz. Skoro powieść została wydana w 2011 roku, a do tej pory nie ukazała się jej druga część, to czy aby na pewno mogę nazwać książkę „serialową” i zaakceptować takie jej zakończenie? Zapewne serial rozwinie wątek, tłumacząc to i owo, ale będzie już osobnym dziełem – telewizyjnym. Jeśli więc Perrotta od początku planował napisać tylko jedną książkę, nie rozwiązując najważniejszych kwestii, to prawdopodobnie jest to najbardziej „otwarta” powieść, z jaką się spotkałam, i wcale mnie to nie cieszy. Mam zatem nadzieję, że któregoś dnia będę mile zaskoczona wchodząc do księgarni i widząc kontynuację na papierze. Wam póki co jak najbardziej polecam lekturę, a później może skonfrontowanie jej z serialem? Może być naprawdę interesująco.
Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)
Tom Perrotta, „Pozostawieni”, Kraków, Znak, 2014
Komentarze