Wyobraźcie sobie opowieść o ludziach ze świata bankowości, którzy dziennie wydają więcej, niż przeciętny Polak zarabia miesięcznie. Dla których picie na umór, branie narkotyków w kabinach restauracyjnych toalet i zamawianie prostytutek to codzienność, rutyna. Którzy w porze lunchu wychodzą do knajpy znajdującej się naprzeciwko biura i po prostu nie wracają, bo po dwudziestym z rzędu drinku urywa im się film. Dla których kupienie drogiego auta prosto z salonu i rozbicie go parę dni później to sprawa pokroju wyboru chusteczek higienicznych w supermarkecie. Brzmi okropnie, prawda? A jednocześnie szokująco i ciekawie. Mógłby z tego wyjść całkiem niezły thriller, może kryminał lub sensacja. Rzeczywiście, mógłby... gdyby tylko nie była to prawda.
John Lefevre to autor najnowszej powieści „Prosto do piekła”. Jak twierdzi, jest ona jego pamiętnikiem, wyrywkiem z prawdziwego życia. Ponieważ opisane wydarzenia są szokujące, niezgodne z prawem i zagrażające posadom oraz wygodnym życiom wielu osób, na polecenie redaktora zmienił część danych osobowych bohaterów, a niektóre nazwiska i stanowiska po prostu zamazano. Książka składa się z nieponumerowanych, luźno powiązanych ze sobą rozdziałów, które równie dobrze można by czytać w dowolnej kolejności. Każdy z rozdziałów poprzedzają cytaty – tweety spisane z @GSElevator, czyli konta „Podsłuchane w windach u Goldmana Sachsa” – które swojego czasu przyniosły autorowi wielką sławę, a później otworzyły drzwi do literackiego świata i skłoniły do wydania autobiograficznej powieści.
„Prosto do piekła” charakterem plasuje się pomiędzy powieścią „House of Cards” a filmem „The Big Short”. Z tej pierwszej bierze czarny humor, cięty język i aurę, którą roztacza „świat bogatych ludzi”. Z drugiego dzieła zaś zapożycza wstawki branżowe, specjalistyczny język i długie akapity dotyczące inwestycji, z których – szczerze mówiąc – niewiele zrozumiałam. Na szczęście trudnych fragmentów dotyczących akcji kupna i sprzedaży było niewiele, a Lefevre skupił się przede wszystkim na zerwaniu zasłony i ukazaniu zwykłym ludziom, jacy ludzie stoją za obrotem ich pieniędzy.
Powieść jest bulwersująca i niewiarygodna. Gdybym nie przeczytała, że są to prawdziwe wspomnienia autora, z pewnością pomyślałabym, że główny bohater jest fikcyjny, a wydarzenia – podobnie jak we wspomnianym „House of Cards” – są jedynie inspirowane rzeczywistością. Myślę także, że zasłona, którą zerwał Lefevre, jest zasłoną z zaledwie jednego okna, na dodatek znajdującego się w ogromnym budynku pełnym przekrętów i nadużyć prawnych. Polecam tę lekturę każdemu, kto lubi mocny humor, nie obraża się zbyt łatwo i potrafi podejść do życia z dystansem.
Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)
John Lefevre, Prosto do piekła, Wrocław, Bukowy Las, 2016
Komentarze