„Przesilenie” – recenzja

Recenzja książki „Przesilenie”.
Na Ziemię przylatuje coraz więcej Formidów, Vicotorowi zaś szczęśliwie udało się dostać na ich statek.

Czy w ostatniej części prequelowej serii sagi o Enderze wszystko pójdzie zgodnie z planem, a ludzkość zostanie uratowana?

Na rynku wydawniczym ukazała się trzecia, ostatnia już część serii poprzedzającej wydarzenia przedstawione w „Grze Endera” i reszcie sagi. Poprzedni tom – „Pożoga” – zakończył się dotarciem Vico do statku obcych oraz zaginięciem Mazera Rackhama na Ziemi. Nic więc dziwnego, że wraz z pierwszymi stronami „Przesilenia” zostajemy wrzuceni w sam środek akcji, wojennej trwogi i atmosfery strachu przed Formidami. Nastolatkowi w kosmosie udaje się przeciąć metal i dostać do środka, Policyjny Oddział Polowy zaś, choć w okrojonym składzie, z powrotem zwiera szyki i działa na rzecz interesu ludzkiego. Interes ów w ostatniej części jest szczególnie podkreślany, gdyż działać należy nie osobno i z podziałami na kraje, ale w myśl człowieczeństwa, co – jak wiemy z historii Endera – ma doprowadzić do zjednoczenia państw pod osobą Hegemona.

Powieść zdecydowanie nie jest punktem, od którego można zacząć przygodę z literaturą Orsona Scotta Carda. Jeśli nie czytaliśmy poprzednich części prequela, czy w ogóle sagi o Enderze, trudno będzie się nam zorientować w futurystycznym świecie pełnym nieznanych organizacji, funkcji i możliwości. Autorzy – Orson Scott Card oraz Aaron Johnston – wyjaśniają co prawda znaczenia skrótów i przypominają wątki, które szerzej opisane były w poprzednich książkach, ale kluczowym słowem jest tu: „przypominają”. Osoba bez znajomości świata Endera zgubi się w powieści, a może nawet niepotrzebnie zniechęci.

Czy „Przesilenie” wyróżnia się na tle dwóch pozostałych części prequelowej części? Myślę, że tak. Przede wszystkim jest to ostatnia książka, więc pozbawiono ją elementu niedopowiedzenia, przez co nie sprawia, że czytelnik niecierpliwi się, czekając na kontynuację. Choć opowiada o najtrudniejszym momencie wojny, akcja poprowadzona została spokojnie i rozważnie, wytwarzając u odbiorcy poczucie, że na pewno wszystko skończy się dobrze. Nic w tym dziwnego, wszak fani sagi Endera rzeczywiście wiedzą, jak wojna się skończy. Ostatnie kartki są jednak zagadkowe, niejednoznaczne. Myślałam, że między „Przesileniem” a „Grą Endera” będzie takie samo płynne przejście, jak pomiędzy „Pożogą” a „Przesileniem” czy „W przededniu” a „Pożogą”. Tymczasem między powieściami powstała kolejna dziura, którą sprytny autor może zapełnić kolejnymi książkami. Z jednej strony to dobrze, bo po przeczytaniu całości nie dopadnie nas przykre poczucie końca czegoś wspaniałego, z drugiej zaś źle, bo ileż można? Póki co skłaniam się ku opcji pierwszej, z niecierpliwością wyglądając nowych zapowiedzi, nawet gdyby ta ewentualna miniseria miała się ukazać dopiero za parę lat.

Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)

Orson Scott Card, Aaron Johnston, Przesilenie, Warszawa, Prószyński i S-ka, 2015



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat